W powietrzu było słychać trzask palącego się drewna. Ludzi oblała fala strachu.
-Wszyscy zginiemy.. - dały się słyszeć szepty.
Christian wciąż się nie ruszał, Alice resztkami mocy zmusiła go do pozostania w jednym miejscu.
-Ty żyjesz... ale nie skrzywdzisz już nikogo powiedziała cicho Alice.
-Dałaś mi coś czego nie zaznałem nigdy. Dałaś mi miłość. Nie odbieraj mi jej...- głos Christiana zaczynał się łamać. -Oddajcie mi ją, a ocalę was i więcej mnie nie zobaczycie.- przybrał groźny ton.
-Nie.. ktoś musi zapłacić za twoje błędy- odpowiedziała dziewczyna, a po policzkach znowu toczyły się leniwie łzy.
-Nie rób mi tego..- zaszlochał chłopak.
-Idź...- rozkazała.
Opuszczały ją sił, ledwo trzymała się na nogach, ale chce umrzeć z godnością. Christian zniknął z jej oczu. Wykorzystała ostatnia moc na ten rozkaz, oby był na tyle silny, żeby nie zdążył wrócić Płomienie zaczęły podpalać jej bose stopy, czuła jak gorąco się po niej rozchodzi. Kropelki potu pojawiły się na jej czole. Oddychała coraz ciężej, a dym zakrywał ją całą. Gdzieś w oddali grzmiało, a niebo było czarne. Mały błysk, zmusił dziewczynę do uniesienia głowy. Nie spodziewała się tego co zobaczy... Nadzieja. W czystej postaci... Usłyszała słodki niczym miód głos:
-Twoje grzechy zostały odpuszczone, z prochu powstałaś i w proch się obrócisz, odejdź w pokoju.
-Nadziejo.. daj im życie- wyszeptała.
-Grzechy twego nienarodzonego dziecka zostały odpuszczone, zaznało goryczy poprzez matkę, niech odejdzie w pokoju- kontynuowała nadzieja.
-Jestem w ciąży ?- rozgoryczonym głosem spytała, ale nadzieja już zniknęła. Przez myśl przebiegł jej obraz dziecka, które płonie, a teraz jej własne, nienarodzone spłonie. To rozgrzeszenie jest śmiercią ich obojga. W dziewczynie wezbrała furia i panika połączona z histerią. Wyrywała się, ale resztki mocy wysłała do Christiana. Szarpała się ze sznurem, upadała, podnosiła się i znowu to samo. Nie mogła się teraz poddać. Nie teraz, gdy dowiedziała się o ciąży. Musi to zrobić dla dziecka. Ostatnią nadzieją był ON. Zaczęła głośno krzyczeć w nadziei, że usłyszy. Płomienie zajęły jej suknię, paliło jej ciało. Krzyczała z bólu . Pisk, wrzask był tak przeraźliwy, że mroził krew w żyłach, był tak przenikliwy, przepełniony płaczem, bólem i cierpieniem.
Palili ja żywcem... Ostatnie co widziały jej oczy to chmura dymu, a w oddali zrozpaczony Christian.. Było już za późno, spóźnił się. Wygięła plecy w łuk, odchyliła głowę do góry i krzyknęła najmocniej jak umiała, wrzaski przypominały te z horrorów. Były straszne, a serce Christiana krwawiło...
-Christiaaan ! - wołała go rozpaczliwie, dławiąc się płaczem, lecz on nie mógł się ruszyć, sparaliżowany widokiem. Ona go wołała... To wołanie było przepełnione nadzieją... Patrzył skamieniały jak jego miłość płonie na stosie. Płacz i wycie Alice rozniosły się po całym lesie i jeszcze dalej.
Jej piękne włosy trawił ogień, już nie krzyczała, nie umiała, płuca zajął dym, a siły odeszły, osunęła się na poparzonych zakrwawionych nogach prosto w płomienie. Zniknęła ... Oczy miała zamknięte, z oczu nie leciały już łzy. "Wybacz mi Ojcze" - to jej ostatnia myśl. Jej dusza zgasła, kiedy ciało zajął ogień.
_____________________________________________________________________________
Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej.
Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam
P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.