czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 18.

Chwila zapomnienia... Deszcz nadal padał, a ona nie wiedziała jakim cudem znalazła się w tym miejscu. Stała oszołomiona, z zamyślenia wyrwały ją pioruny. Powoli zdawała sobie sprawę, co właśnie zrobiła. Niepewnie odwróciła się ku drzewom. Nad ich uschniętymi koronami unosił się dym. Podbiegła do obrzeży lasu, ale nie umiała tam wejść, czuła wewnętrzną blokadę. Nie umiała się przełamać, oparła się ręką o jedno z drzew, a drugą zasłoniła sobie twarz. Piekące łzy nie przestały sączyć się po jej bladych jak ściana policzkach. Czarne  powieki zaczęły spływać by ustąpić miejsca naturalnej urodzie, czerń oczu wypełniał błękit, a ona sama oparła się o drzewo i czuła jak opuszcza ją siła. Powieki zaczęły się robić coraz cięższe... Osunęła się na ziemię przyćmiona zdarzeniami. Oddech stawał się nierówny, obraz przed oczami stawał się zamazany, niewyraźny. Odgłosy szalejącej burzy wydawały się przytłumione. Ostatnie co zobaczyła to zbliżający się do niej ludzie, z oburzonymi głosami.... Wyszeptała "przepraszam"  po czym straciła kontakt ze światem.

~

Czuła, że stoi, ręce miała za sobą skrępowane. Każdy najmniejszy ruch sprawiał jej ból. Jej oddech był nierówny, a głowa zwisała ku ziemi. Mimo wszystkiego nie otworzyła oczu. Bała się tego gdzie może się znajdować, tego co się stanie. W myślach przypomniało jej się całe życie. To jaka kiedyś była szczęśliwa... To jak zmieniała się... Jak  kochała i nienawidziła. To wszystko ją przytłoczyło i znowu zaczęła płakać. W końcu otworzyła oczy, stała na stosie drewna, zrozpaczonym spojrzeniem spojrzała na otaczających ją ludzi. Na ich twarzach malowała się nienawiść i chęć zemsty.
-To jedna z nich !- krzyknął jeden.
-Musimy walczyć ze złem!- krzyknął następny.
A łzy płynęły jeszcze szybciej. Mogłabym jednym ruchem uratować się, nie zrobiła tego... Przyjęła pokornie nałożoną na siebie karę. Czekała w milczeniu aż zapłonie wyrok.
-Ona nas uratowała- pisnął dziecięcy głosik wśród tłumu. Alice powoli podniosła głowę i zobaczyła, że ku niej zbliża się znajoma twarzyczka. Osunęła się ku ziemi, nie miała siły utrzymać ciężaru swojego ciała, a belka do której była przywiązana nie ułatwiała jej niczego. Mała osóbka ujęła jej zapłakaną twarz, ale nic nie mówiła. Alice zbliżyła twarz do dziewczynki i wyszeptała " bądź moim aniołem stróżem". Mała nie zdążyła odpowiedzieć, bo jeden z ludzi chwycił ją i rzucił.
-Odsuń się od tej wiedźmy !
-Zaczarowała dziecko!- rzuciła któraś z kobiet.
-Spalmy ją ! Niech zapłonie tak jak nasze wioski. !
Ból w jej sercu rósł,  a jedyne co czuła to nienawiść do samej siebie.
-Niech zapłonie płomyk nadziei ! Wytępimy zło!
-To jest kochanka jednego z przywódców!
-Niech spłonie ! Niech zło odczuje stratę, jaką my odczuliśmy!
Pokornie słuchała oszczerstw ze spuszczoną głową.
-George, przez nią twoja żona umarła w katuszach ! Do ciebie należy decyzja co zrobić.
George- mężczyzna był młody, przystojny. Podszedł do niej z pochodnią w ręku. Alice podniosła wzrok na niego. Jej błękitne oczy wpatrywały się w brązowe... Widać w nich było ból, cierpienie i żal. George zawahał się, co zrobić. Rozejrzał się. Napotkał błagający wzrok małej dziewczynki. Stał tak jeszcze przez jakiś czas, nie wiedząc co zrobić. Przed sobą miał dziewczynę, która klęczy na stosie, jej twarz otulają mokre czarne włosy, oczy płoną szczerym błękitem. Zrobił krok w tył. Usta Alice otwarły jak, jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła. Do Georga podszedł mężczyzna i położył mu rękę na ramieniu.
-Nie daj się czarom tej wiedźmy.- powiedział mu.
Na to mężczyzna z pochodnią zbliżył się ku Alice i wysyczał.
-Spłoń suko....
Podłożył pochodnię pod stos drzewa, a ono zaczęło dymić.
-Ona była brzemienna... Zapłać za nią życiem- powiedział cicho.
Na co była wiedźma zaczęła się podnosić, niczym feniks z popiołów. Podniósł się gwar.
-Ona nas wszystkich pozabija!
-Podnosi się!
A ona wstała spokojnie, z wdziękiem i klasą mimo skrępowania rąk. Stanęła prosto, dumnie. Patrzyła na ludzi przenikliwym wzrokiem. Chce umrzeć z resztkami godności. Jakże wielkie było zdziwienie ludzi, gdy ogień zaczął się rozprzestrzeniać , a ona po prostu stała. Wiatr zaczął mocniej wiać. Dym zaczął ją przysłaniać, a płomienie strawiły już podstawę.
-Zabije was kurwy!- niespodziewanie ktoś krzykną. To był Christian przepełniony wściekłością. Szedł powolnym, ale mocnym krokiem.
-Nie. - powiedziała głośniej Alice, a jej głos był tak głęboki i dosadny, że zatrzęsła się ziemia.
On natychmiast znieruchomiał.

_______________________________________________________________________________

 Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej. 

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 17.

Jej nienawiść do niego jeszcze nigdy nie była taka wielka. Patrzył na nią ze zdziwieniem, ale zaraz się opanował i przybrał niewzruszoną postawę.
-Puść ją..- wycedziła Alice.
Jej gniew był niemal namacalny. Wokoło niej unosiła się czarna mgła, jej pięści były mocno zaciśnięte, skóra bladła coraz bardziej. To przez złe emocje znowu zmieniała się w wiedźmę. Jej serce już nie odczuwało miłości... ani dla Christiana ani nawet do swojego życia. Jedyne co czuła, to okropne uczucie fali gniewu, która zalała ją całą. Chłopak widząc ją w takim stanie, spokojnie odłożył dziewczynkę i uśmiechnął się nonszalancko. Kiwną na resztę złych, a oni zniknęli w oka mgnieniu, został tylko jeden.
-Panie, mamy zakończyć? - chciał się upewnić.
-Tak. Odzyskałem ukochaną.- odpowiedział.
To jeszcze bardziej podsyciło Alice. Rozejrzała się dookoła. Spalone domy i ludzie byli wszędzie. Tym co udało się uciec zapewne pomoże nadzieja. Przeniosła gniewny wzrok na Christiana. Zbliżał się do niej.
-Nie podchodź nawet.- wysyczała.
-Kochanie...
-Nie mów tak do mnie ! - jej głos odbił się groźnym echem.
-Uratowałem cię- zbliżał się do niej.
-Kto teraz uratuje ciebie?-zapytała złowrogim szeptem.
Patrzył na nią z dezorientacją i dopiero po chwili pojął, że jej gniew chce wyjść na zewnątrz.
-Wszyscy zginiecie...- powiedziała z dziwnym spokojem i rozpłynęła się.
Christian nie wiedział co się dzieje. Uwolnił demona, który pragnie zemsty za ludzi, przed których właśnie, prawie zginął. Z  transu wybudził go krzyk oraz lekkie drgania ziemi. Wiedział, że rozpętało się piekło. Pobiegł do ich wioski....
Wszystko stało w płomieniach, Alice niszczyła wszystko co jej stanęło na drodze. W okrutny sposób wyrywała skamieniałe serca złych ludzi. Jej czarna mgła opanowała wszystko, odwróciła się wyczuwając jego obecność. Wciąż była w furii, lekko się uśmiechnęła, a wokół chłopaka zapłoną ognisty krąg. On przekonany, że nie stanie mu się krzywda, stał spokojnie i nawet nie wiedział jak bardzo się myli. Wszystko w jednej chwili strawił ogień, nie oszczędził nikogo... Siłą swoich czarów unieruchomiła go.. Krąg się zmniejszał... a on zrozumiał co go czeka. Patrzyła mu prosto w oczy, patrzyła jak on płonie... Wyzbyta wszelkich uczuć odeszła.. pozwoliła aby Christiana, którego kiedyś tak kochała, teraz pokochał ogień i duszący dym. Nie odwróciła się gdy ją wołał, zamroczona gniewem szła przed siebie. Nie czuła satysfakcji ze śmierci, którą zadała lecz nie żałowała. Na niebie jak zawsze były czarne chmury, chociaż dzisiaj były czarniejsze niż zwykle. Zaczęło padać, a z nieba ciskały błyskawice. Ona się nie bała. W swym stanie nie zauważała niczego. Cała mokra, stanęła na tym samym klifie, z którego zauważyła wioskę. Po jej policzku spłynęła czarna łza. I to ona ocuciła ją ze zniewolenia gniewu.

______________________________________________________________________________
 Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej. 

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

czwartek, 9 maja 2013

Rozdział 16

Długo przeglądała się swojemu odbiciu. Niepokój wkradł się na jej prawie ludzką twarz. Nie może stać się znowu człowiekiem.. Spanikowana chciała szybko wyjść. Bała się  reakcji Christiana. Moment. Ona boi się Christiana? Kolejna widoczna zmiana przeraziła ją jeszcze bardziej. Stała przy drzwiach, gdy te otworzyły się z wielkim hukiem. W nich stał wściekły chłopak, jego oczy były czarne, a pięści zaciśnięte. Alice cofnęła się o krok, ale milczała.
-Co ty do kurwy nędzy robisz?- krzyknął, aż dziewczyna podskoczyła. Podszedł do niej chwycił za nadgarstki i przyciągnął do lustra.
-Patrz co zrobiłaś ! Jak ty wyglądasz?! To ma być wiedźma?! - wciąż krzyczał.
Patrzyła na niego błagalnym wzrokiem, zadawał jej wielki ból, ale wiedziała, że szarpanie się tylko pogorszy sprawę.
-J..Ja... nie wiedziałam- wydukała zszokowana.
-Mówiłem ci żebyś tam nie łaziła ! Nie należysz do nich ! Jesteś tak słaba, że mógłbym zabić cię jedną ręką- uspokajał się.
-Mam cię chronić, jak mam to robić, skoro sama się zabijasz. - dodał.
Alice nie wiedziała co powiedzieć, jedyne miejsce, w którym chciała się znaleźć to wioska.
-Nawet myśli nie umiesz utrzymać dla siebie, nigdzie nie pójdziesz, ani teraz ani nigdy więcej ! - rzucił i szybko wyszedł. Zdezorientowana dziewczyna wciąż stała w miejscu, nie mogła pojąć co się stało. Po chwili doszło do niej, co mogły oznaczać słowa "ukochanego". Ruszyła w kierunku drzwi, starała się dyskretnie podążać za chłopakiem lecz ten ją zauważył i natychmiast był przy niej.
-Co ty chcesz zrobić?! Tam są niewinni ludzie..- szlochała.
-Gówno mnie to obchodzi, wracaj do domu.- warknął.
-Nie !- krzyknęła.
W jednym momencie przerzucił ją przez ramię i zaniósł do domu. Drzwi zastawił ciężką belką.
-To na wypadek gdybyś chciała za mną znowu iść skarbie.- powiedział z lekkim uśmieszkiem.
-Wypuść mnie !- krzyczała, ale na darmo. Padła pod zabarykadowanymi drzwiami i zaczęła płakać. W mroku pomieszczenia pojawiło się światełko. To znajoma nadzieja. Szepnęła: " twoje serce powie ci co masz robić, wsłuchaj się" po czym zniknęła. Alice opanowała szloch, wyciszyła się, w nie małym trudzie. Wsłuchała się w cisze i usłyszała swoje serce. Pełna spokoju wstała, jej oczy znowu były czarne, a drzwi ustąpiły przy lekkim pchnięciu. Wyszła, ale zaraz padła na kolana. Wykorzystywanie magii przy jej stanie, bardzo ją osłabiło lecz zebrała się w sobie i pobiegła prosto do wioski. Obraz jaki tam zobaczyła sprawił, że po policzkach płynęły jej łzy. Wszystko, dosłownie wszystko stało w płomieniach. Mury, które miały ich ochronić, zostały zburzone... Tysiące złych napadało na ludzi. Kobiety gwałcili by potem pozwolić im umierać w mękach. Dzieci podpalono... Mężczyźni, którzy próbowali walczyć zginęli na miejscu, a ich głowy rzucone były w tłum... Nikomu nie udało się uciec, a na środku tego wszystkiego stał on... z dzieckiem, któremu pomogła Alice. Trzymał małą na rękach i przyglądał się płomieniom. Dziewczyna usiadła i próbowała wsłuchać się w to on co mówi do małej.
-Widzisz to wszystko? To jest pożar, tutaj zginie bardzo dużo osób, twoja mama i tata, twoja rodzina. A wiesz dlaczego muszą umrzeć?
Dziewczynka z przerażeniem pokręciła głową.
-Wszyscy mieszkańcy umrą, bo ty prawie zabiłaś moja miłość...
Alice szeroko otworzyła oczy i ruszyła w ich kierunku. Biegła przez płomienie, płonących ludzi, czuła na sobie nie jeden wzrok błagający o pomoc. Nie mogła się zatrzymać.  Jednak pod jej nogi upadło drzewo, przez które nie mogła dostać się do małej dziewczynki. Zdesperowana zajrzała wgłąb siebie i wraz z głębokim oddechem zaczął wiać porywisty wiatr. Natychmiast wszystko ugasił, a ona stała i wpatrywała się w Christiana, którego w jednym momencie znienawidziła.

___________________________________________________________________________

Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej.

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

piątek, 3 maja 2013

Rozdział 15


W domku było ciemno i zimno. Siedziała w nim, wsłuchana w ciszę. Analizowała bieg zdarzeń: wioska, kobieta,ból,łzy,zemsta. Mrok rozproszyły otwierające się drzwi. Alice siedziała nieruchomo z kapturem na głowie. Czuła się w nim pewniej. W końcu wszedł obolały Christian. Nie odezwał się słowem, nie dotknął jej... Usiadł na łóżku, długo bardzo długo siedzieli w milczeniu. Zapadła noc, żadne z nich się do siebie nie odezwało, a atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Dziewczyna wstała i zmierzała w kierunku łóżka, zaszedł jej drogę... Spiorunowała go wzrokiem.
-Zejdź mi z drogi- wysyczała.
Nie zszedł.Gniew był coraz większy. Wypełniał ją całą. Jednak trzymała nerwy na wodzy, nie może sobie pozwolić na brak samokontroli.
-Powiedziałam odejdź- warknęła. Chłopak w końcu odszedł, a ona opadła z sił na łóżko i próbowała zasnąć. Ta sytuacja zajmowała jej całe myśli, a gniew wciąż rósł. Nie spała tej nocy. Wraz z pierwszymi promieniami słońca wstała, wzięła płaszcz i zamierzała wyjść. Jednak chłopak był szybszy i stanął między nią, a drzwiami.
-Nigdzie nie pójdziesz- powiedział stanowczo.
-To patrz.- szybko odpowiedziała. W tym samym momencie chciała go odepchnąć na bok, ale znowu złapał za jej nadgarstki. To spowodowało furię u nastolatki.
-Nie dotykaj mnie !!- wykrzyczała, wyrywając się. - Nigdy więcej mnie już nie dotkniesz! Nie będziesz mi mówił co mam robić !- złość z niej uchodziła z każdym słowem. -Zejdź mi z drogi, bo pożałujesz- już nie krzyczała. Posłusznie odszedł... Czuł, że stracił jej zaufanie, stracił całą ją...
Alice kipiała ze złości, kierowała się w stronę wioski. Zanim do niej weszła, opanowała złość. Założyła kaptur i błąkała się uliczkami i alejkami. Jej wzrok przykuła mała dziewczynka, którą bardzo bolała noga. Biedactwo płakało, ale nikt nie chciał jej pomóc. W dziewczynie obudziły się współczuje i miłość do drugiej osoby. Wahała się co zrobić.. Zignorować to, czy pomóc. Przypomniała sobie tamto niewinne dziecko... Bardzo wolno zbliżała się do dziecka. Dziewczynka w oczach miała przerażenie, lecz nie krzyczała. Wiedźma uklęknęła przy niej. Wyciągnęła wolno blada rękę aby pokazać dziecku, że nie chce jej zrobić krzywdy. Mała już nie płakała, przyglądała się czarnej postaci "bez twarzy". Alice delikatnie dotknęła nóżki dziewczynki. Wzięła głęboki oddech, mocniej zacisnęła rękę na nóżce i po chwili pojawiło się leciutkie światełko. Uzdrowiła ją. Malutka wyciągnęła swoje ciepłe rączki ku Alice, ale zatrzymała się na chwilę.. Powoli, niepewnie dotknęła jej twarzy.
-Zimna- stwierdziła ze smutkiem dziewczynka. Alice nic nie odpowiedziała.
Nie chciała przestraszyć dziecka, ale ono podniosło jej twarz swoimi rączkami. Teraz widziała białą, zimną twarz, czarne włosy, czarne oczy i jedną łzę... Od razu zabrała rączki. Bała się, ale wierzchem jednej dłoni otarła łzę nieznajomej.
-Dziękuję... - z ust dziecka to  tak mało, a tak wiele.
Bohaterka wstała, wyprostowała i chciała odejść, ale coś trzymało za krawędź jej sukni. Mała mogła mieć ok. 3 lat, może troszkę starsza. Alice wzięła ją na ręce i postanowiła odnieść w miejsce gdzie jest dużo ludzi. Mała zdążyła usnąć, to nawet lepiej, nie będzie płakać, nie narobi szumu. Położyła ją na trawniku obok jakiegoś domu i rozpłynęła się we mgle.
W domu zauważyła, że jej włosy są brązowe, cera lekko zaróżowiona... Źle się dzieje...

____________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

czwartek, 2 maja 2013

Rozdział 14


         
Szła na polanę, na której walczyła z wyobraźnią. Miała na sobie czarną suknię z dodatkiem tiulu i gorset, oczywiście nieodłącznym elementem był płaszcz z kapturem. Czuła, że jest obserwowana, jednak zdążyła się przyzwyczaić do tego, gdyż każde drzewo miało swoja duszę, swoją historie i nie jedno w swoim życiu widziało, słyszało i czuło. Pogrążona w swoich myślach, nieświadomie zboczyła ze ścieżki. Nim się spostrzegła stała nad wielkim klifem. Wiał leciutki wietrzyk, a niebo jak zawsze tutaj - było szare. W oddali zauważyła wioskę..  To jej były dom. Jej serce nagle zaczęło szybciej bić. Wspomnienia wróciły. Patrzyła jak ludzie chodzą nowymi uliczkami, idealnie je odbudowali. Z daleka wszystko wyglądało jak dawniej. Jednak już nie było słychać płaczu. Nauczyli się żyć bez osób im tak bliskich, ale nigdy nie zapomnieli... To tłumaczy ten mur wokół wioski. Alice poczuła silną potrzebę zobaczenia tego z bliska. Dosyć długo się wahała... W końcu zeszła w dół klifu i bardzo powoli zbliżała się do wioski. Chciała pozostać niezauważona, a jej blada twarz rzuca się w oczy, więc założyła kaptur na głowę, licząc, że nikt jej nie zauważy. Doszła do murów wioski. Bała się konsekwencji- tego co się stanie jak ją złapią. Jednak więź z tym miejscem okazała się większa i niepewnie przekroczyła bramy wioski. Z pozoru wszystko było takie samo, jednak nikt się nie śmiał, dzieci nie biegały, prawie nikt ze sobą nie rozmawiał. Ten widok był przerażający, jednak bohaterka nie czuła lęku. Nikt nawet nie zauważył, że ktoś obcy jest w wiosce. Udała się w miejsce, gdzie kiedyś mieszkała, dom wyglądał prawie tak samo. Chociaż ten był lekko zaniedbany. Zajrzała do niego przez okno, dom był pusty. Nagle usłyszała za sobą krzyk kobiety. Szybko się odwróciła, zobaczyła kobietę, z którą kiedyś mieszkała. Postarzała się, miała o wiele więcej zmarszczek, o wiele mniej siły, widoczne były nawet siwe pojedyncze włosy, miała smutne oczy, przepełnione bólem.
-Kim jesteś i jak się tu dostałeś demonie ?! - krzyczała spanikowana pani.
Alice milczała, cieszyła się, że nie widać jej twarzy inaczej pani od razu by ją poznała. Pochyliła głowę na bok i rozpłynęła się w czarnej mgle. Dawna współlokatorka zemdlała, a ludzie, którzy przybiegli z powodu jej krzyku, nie mogli uwierzyć własnym oczom. Mgła przeniosła dziewczynę na skraj lasu. Pewnie weszła do niego i poczuła się jak w domu.
-Dużo szumu narobiłaś kochanie- powiedział Christian wyłaniając się zza gęstwiny drzew.
-Przestraszyłeś mnie ! A ten szum, był całkiem przypadkiem.- zaczęła się tłumaczyć.
Chłop chwycił ją mocno za nadgarstek.
-Nie rób tego nigdy więcej.- Wysyczał. - Nigdy.- powiedział cicho, ale stanowczo. Wciąż ściskał jej nadgarstek, to bardzo bolało, w jej oczach pojawiły się łzy, a kolana ugięły się pod rosnącym bólem. Krzywdził ją...
-Widzisz?! Jedna wizyta w wiosce i już jesteś słaba! Tu jest twój świat! Zabraniam ci tam chodzić. Zrozumiałaś?!- cały czas na nią krzyczał. Nie była nawet w stanie odpowiedzieć. Kiwnęła głową, na znak, że się zgadza, a z jej oczu wciąż płynęły łzy. W końcu ją puścił. Odruchowo zaczęła pocierać nadgarstek. Patrzył na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nawet na niego nie spojrzała... Zostawił ją samą. Dziewczyna otarła łzy i spojrzała na swoją rękę, dalej była czerwona... Złość w niej wzbierała. Oczy znowu było przepełnione wściekłością, a włosy znowu przyciemniały. Wstała... ale to nie  ta sama Alice... To było czysta furia i chęć zemsty. Pewnym krokiem ruszyła za chłopakiem. Gdy go dostrzegła, jedyną myślą była chęć zemsty. Stanęła, a złość przepełniała ją całą.. Pojawiła się czarna mgła i po chwili uderzyła w Christiana.  Padł na ziemię i kulił się z bóli. Podeszła do niego wolno.
-Będę robić co mi się żywnie podoba, a ty zobacz jak to boli..-  powiedziała cicho i odeszła z uśmiechem na ustach.

_____________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

Rozdział 13

Minęło pół roku od tego zdarzenia. Alice bardzo się zmieniła. Miała długie kruczo-czarne włosy.Czarne oczy. Zawsze ubierała się na czarno, nosiła charakterystyczny makijaż. Znała zaklęcia. Była już w pełni wiedźmą. Zjedli obiad i tak jak zawsze poszła odnieść naczynia. Znowu huk. Znowu przerażenie. Okazało się jednak, że to był przypadek, bo upuściła talerz. Christian odetchnął z ulgą, Alice zaśmiała się i przytuliła się do niego.
- Nie musisz się martwić, nie opuszczę cię. -Po tych słowach pocałowała ukochanego.
Fala pożądania padła na młodych ludzi. Christian posadził dziewczynę na blacie kuchennym, nie przerywając pocałunku. Wczepiła się w jego włosy, a nogami oplątała jego talie. To nakręciło chłopaka, a jego pocałunki było coraz bardziej spragnione. Całował jej szyję, a ona oddawała się fali emocji.
-Gdyby nie ten gorset już dawno bym cię przeleciał- wyszeptał z uśmiechem na ustach i przerwał pocałunki. Alice uśmiechnęła się i uwolniła jego talię z uścisku nóg, powoli zeszła z blatu. Wzięła głęboki oddech zamknęła oczy, a potłuczone wcześniej szkoło zamieniło się w czarną mgłę. On patrzył na nią jakby była bóstwem. Jej czarne oczy wpatrywały się w zielone ze skupieniem. Chłopak poczuł ciepło, jego nogi były jak z waty. Nie mógł ustać. Padł na kolana, a Alice lekko się uśmiechnęła.
- Nigdy więcej nie podniecaj i nie gaś mnie w tym samym momencie.- Wysyczała, po czym się uśmiechnęła tryumfująco i miała zamiar wyjąć z kuchni, ale coś złapało ją za łokieć i szybko obróciło. To Christian. Jego zielone oczy były przepełnione złością. Popchnął dziewczynę i docisnął do ściany.
-Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem. Po tych słowach pocałował dziewczynę.

_______________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

środa, 1 maja 2013

Rozdział 12

Niechętnie wstali z łóżka i ubrali się. Alice przygotowała jedzenie. Wspólnie zjedli obiad, rozmawiając na przeróżne tematy. Dziewczyna odnosiła talerza, rozległ się huk tłukących się talerzy. Ze strachem w oczach Christian pobiegł do kuchni. Leżała na podłodze, jej zadrapane ramię, mocno krwawiło, rana była ogromna, ona była bardziej blada niż zwykle. Nie oddychała.... Za nim stała kobieta w średnim wieku .
- Ona jest dobrem, nie ma tu dla niej miejsca, musi umrzeć
- Przecież zmieniała się !- Z rozpaczą w głosie wykrzyczał Christian.
- Wczoraj w nocy, połączyliście siły dobra i zła. Ktoś musiał umrzeć.
- Dlaczego ona?! Już nie była dobrem !
-Była, jej mała cząstka dobra została w niej. Zabiłeś ją...
Wziął ją w ramiona. Płakał, nie radził sobie z tym, że jego ukochana osoba odeszła.
- Myślisz, że ją zmieniłeś, a to ona zmieniła ciebie. Spójrz na siebie, płaczesz na jakąś dziewczyna, zamiast triumfować nad śmiercią dobra. To zwykła wiedźma w ludzkiej postaci. Jest tylko nieudanym egzemplarzem, niedojrzałej wiedźmy
- Jest moim życiem...
Kolejna łza spłynęła po jego policzku. Spojrzał na jej twarzyczkę , pocałował martwe usta najdelikatniej jak tylko mógł.
- Kocham cię..... Przeniósł ją na łóżko.
 Ze wściekłością i furią krzyknął
- weź mnie ! ocal ją !
- Hahaha zło pozostanie  złem, chcesz jej to zrobić? Ona i tak umrze. Obudzi się i zobaczy nieżyjącego kochanka. Skażesz ją na wieczne cierpienie.
  Zapanowała cisza.
- Synu....  Czy ona jest tego warta?
- Ona i ja to jedność, nie ma jej, nie ma i mnie.....
Kobieta zniknęła. Rana na ramieniu dziewczyny zniknęła. Jej ciało stawało się ciepłe. Usiadł i wziął ją na ręce. Powoli otwierała oczy. Nagle pełna świadomości wzięła głęboki oddech, żyła. Popatrzyła na  Christiana, pocałowała go namiętnie i powiedziała
- Ja ciebie też......

______________________________________________________________________________


Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

Rozdział 11

Wrócili do domu. Znowu było bardzo zimno. Alice od razu wzięła koc i siadła na łóżku. Chciała się ogrzać. Podszedł do niej i przytulił ją. Ona opadła na niego, jakby straciła wszystkie siły, a może to on ją ich pozbawił. Leżała na jego kolanach. Wpatrzeni w siebie siedzieli w ciszy. Ona wtuliła się w niego i nawet nie wie kiedy zasnęła. Wziął ją na ręce i delikatnie położył na łóżku - śpij królewno . Szepnął. Miał  odchodzić kiedy usłyszał
-Nie opuszczaj mnie. Ona nie spała. Chciała jego obecności.
-Nigdy cię nie opuszczę. Podszedł do niej i złożył na jej ustach gorący pocałunek. Nie puściła go, chciała więcej.
-Na pewno tego chcesz?- Z uśmiechem zapytał
- Chcę ciebie. -Te słowa mówiły same za siebie.
Składał na jej szyi gorące pocałunki. Obydwoje odpłynęli w świat rozkoszy. Spędzili ze sobą niezapomnianą noc. Rano Alice otworzyła powoli oczy. On ją przytulał, czuła ciepło jego ciała. Czuła jak bije jego serce.Od 17 lat, po raz pierwszy zabiło... Trzymał ją delikatnie, ale tak żeby nie mogła uciec, jakby była najważniejsza, jakby była jego światem, życiem.Zamknęła oczy i usnęła. Obudziła się  koło południa, dalej z nią był. Dalej ją tulił i patrzył na nią wzrokiem, którego nie da się opisać. To był najszczęśliwszy wzrok na całym świecie.
-Mógłbym na ciebie patrzeć godzinami- powiedział chłopak i pocałował ją w czoło.
Wydawałoby się, że będą ze sobą na całe wieki.

____________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

Rozdział 10

Zmęczona nastolatka usiadła na trawie.
-Od razu wiedziałem, że wygrasz. Usłyszała nagle zza siebie. Poznała po głosie. To był On. Nie odezwała się. Przysiad się. Przed nimi leżał miecz.Obydwoje patrzyli na niego. Alice zwątpiła w swoje uczucia. Od początku tu był, dlaczego jej nie pomógł? Jest ranna... Mógł ją zabić. Christian chciał się do niej zbirzyć, jednak ona wstała bez słowa szybkim krokiem odeszła. On nie widział co się dzieje, pobiegł za nią, wołał ją, nie reagowała. Zaczęła uciekać. Dogonił ją, przecież szybko biegał. Złapał ją za rękę, jednak ona się wyrwała. Trochę go to zdenerwowało, ale jednocześnie pobudziło,pragnął jej. Im bardziej się wyrywała, tym bardziej podniecała go do działania. W końcu opamiętał się i przestał się z nią bawić, stanowczo odwrócił ją i przygniótł do wielkiego drzewa. Złapał za ręce. Ona była wściekła, to go jeszcze bardziej kręciło. Jej oczy nie były już ciemno niebieskie, były całe czarne. Zmieniała się.
-Zostaw mnie! Krzyczała. On się zaśmiał i unieruchomił ją. Chwilę przyglądał jej się, wyglądała cudownie. W najmniej spodziewanym momencie pocałował ją. Opierała się, ale w końcu poddała się emocjom. Namiętny pocałunek mógłby trwać wieczność.

____________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

Rozdział 9

Poczuła nagły przypływ energii, miała wątpliwości, czy wyjść, czy może zostać. Jednak wolała wyjść gdzieś daleko od złych. Wzięła płaszcz, miecz i niepostrzeżenie wyszła. Szła dróżką poprzez gąszcz. Niewiarygodne ale znalazła polanę, trawa była zwiędnięta, jednak nie było tam drzew. Ciemne chmury jak zawsze unosiły się na lasem. Wyjęła miecz. Wzięła głęboki oddech i zaczęła walczyć z powietrzem. W jej wyobraźni pojawiały się przeróżne stwory.Zapomniała, ze ma magiczne zdolności i przed nią staną człowiek w takim samym płaszczu jak ona. Nie było widać mu twarzy, był duchem,jakby płaszcz sam unosił się w powietrzu a pod nim nic nie było. Przerażenie. Tak, to ono rządziło teraz kobietą. Jednak nie zapomniała kim jest. Zebrała się w sobie i czekała na pierwszy ruch. Nie czekała długo. Przeciwnik ruszył z całą siłą. Obroniła się mieczem, ale powalił ją na ziemię. Nogą próbowała przewrócić napastnika, udało jej się, zachwiał się po czym ona mogła stanąć na równe nogi. Złość ją wypełniała. Ale to była tylko jej wyobraźnia co ona może jej zrobić. Pomyliła się, niestarannie uniknęła ciosu i na jej ramieniu pojawiło się zadrapanie. To nie były już żarty. Nie miała siły trzymać miecza, a jednak chwyciła go, dzielnie walczyła z silnym przeciwnikiem. Gdy miała mu zadać ostateczny cios, rozpłynął się w powietrzu.

________________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

Rozdział 8

Teraz już wie, kim jest. Postanowiła, że śmierć ojca nie pójdzie na marne. Chciała dokończyć to co zaczął. Lód w jej sercu stopniał gdy tylko pomyślała o Christianie. Jednak to nie było już ludzkie serce, to był kamień, a jednak i on potrafił kochać. Dziewczyna nie mogła sobie uświadomić, jak to możliwe, że ona kocha. Z każdą chwilą coraz bardziej...Gdy się ostudziła, z powrotem położyła się na łóżku. Jego nadal nie było, zaczynała się martwić. Niby obca osoba, a jakby znała go przez tysiące lat. Nie było jej już tak zimno, znowu usnęła, tym razem z uśmiechem na ustach. Prawie na ranem przyszedł po cichutku zły chłopak. Zobaczył śpiącą dziewczynę, okrył ją kocem i pocałował w czoło. On jest zły nie ma uczuć, przynajmniej tak mu się wydawało. On wiedział kim ona jest. Patrzył na nią ... Nie miał wątpliwości. To jest ta kobieta, to ta z którą spędzi resztę swych przeklętych dni. Wyszedł. Ona obudziła się około południa, jak zwykle była sama. Coraz mniej ufała chłopakowi. Im mniej go było, tym miała mniejsze zaufanie. Wolała nie wychodzić. Skoro miała tutaj teraz mieszkać, powinna tu mieć cokolwiek. Łóżko to za mało... Wyobraziła sobie czarny szklany stół, czarne krzesła, czarne meble i do tego białe ściany. Otworzyła oczy i już to miała. Była szalenie zdziwiona
- Jak to się stało? Spytała  sama siebie.
- Teraz chcę czarną suknię do ziemi, czarne pantofelki. Momentalnie to dostała. Wymieniła łóżko na większe. Urządziła domek. Czegoś, a raczej kogoś jej brakowało.

________________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam