sobota, 24 sierpnia 2013

Rozdział 21.

Krzyczał... Głos niósł się na cały świat. Wszyscy drżeli przed jego gniewem, przez rozchodzącym się głosem. Zatrzęsły się chaty. Ciemne chmury spowiły Ziemię, chłód opanował wszystko. Na skraju lasu stała jej dusza... Patrzyła na niego gniewnie i z rozczarowaniem. Gdy tylko chciał wstać przepełniony goryczą i gniewem, przecząco kręciła głową.
-Oni mi Ciebie zabrali !!!
Gorzki płacz, czarnego księcia...
Zebrał jej prochy. Choć umykały mu przez palce, zebrał wszystko do małego worka...
-Niedługo będziemy razem- wyszeptał.
Gdy wstał i zbliżył się do postaci, ona po prostu się rozpłynęła...Trzymając worek jak największy skarb szedł przez las, ignorując wszystko dookoła. Drzewa szeptały złowrogie historie... Wiatr zapowiadał nadejście końca.Trwoga spowiła to przeklęte miejsce. Umarli wyruszyli na ziemską wycieczkę ruszając w ślad za Christianem. Potępieni usłuchali wezwania... Oto był klif, na którym wszystko się zaczęło... Oto klif, na którym wszystko się skończy. Pośród krzyków cierpienia i jęków niesionych przez wiatr, odgłosy marszu zła ucichały. Chłopak nie widząc sensu życia wrócił tam, gdzie wszystko zaczęło się zmieniać. Przeklinając się w duchu, że nie ochronił ukochanej stanął na szczycie klifu. Odwrócił się by ostatni raz ujrzeć las... jego dom. Złe dusze podążyły za swoim panem. Syn Lucyfera, najwyższego władcy stoi nad przepaścią. Skinął majestatycznie głową. Pierwszy i ostatni raz oddał pokłon poddanym. Odwrócił się do nich. Stojąc na samej krawędzi życia a śmierci, przycisnął prochy Alice do swojej piersi.
-Ten świat jest twój- wyszeptał, po czym jednym ruchem rzucił na wiatr prochy ukochanej. Zawirowały w niebieskiej poświacie. - Nieś je daleko- uklęknął na jedno kolano.
-Pokłon oddaje Ci Matko Ziemio, bowiem z Twojego prochu została stworzona i z Twojego prochu zostaje zwrócona.
Ziemią wstrząsną zimny powiew. Umarli przybyli za Panem zaznali spokoju... Ich kości zamieniły się we wszechobecny pył. Ciche westchnienie towarzyszące temu wypełniło całą polanę z klifem.
Christian staną dumnie, wyprostowany, gotowy do ostatniego czynu. Zza płaszcza wyjął miecz swojej ukochanej. Rękojeść zaczęła świecić niebieskim blaskiem.
-Gdzie ty, tam i ja- I przebił swoje serce, bronią tej jedynej, bowiem jego serce i tak było martwe... bez niej.   Wydał ostatnie westchnienie życia po czym spadł z klifu w ciemna otchłań. Potępieni stracili władcę... Las, który zamieszkują stał się obcy. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, rzucili się za swoim panem w ciemność. Tak oto skończyły się dni panowania ciemności... Blask dnia zawitał znów w krainie nieszczęścia...

~

Dni są ciemniejsze niż zazwyczaj. Słońce rzadko kiedy dociera do nędznej planety. Wszystko spowił ogień piekielny. Strawił wszystko co znalazł na swojej drodze. Nie było co jeść ani pić. Oceany i morza powysychały. Tą planetę czekała śmierć. Ludzie stawali się źli i zabijali siebie wzajemnie. Nie było już dobra, a Demony strąciły z tronu Boga Ojca. A wszystko przez nieszczęśliwą miłość dwojga kochanków. Dobra i zła. Po śmierci jedynego księcia ciemności nastały lata piękna i życia. Jednak Lucyfer planował zemstę.  W dniu 10 rocznicy śmierci syna wysłał demony aby dokończyły dzieła. Trwała wojna, w której dobro przegrało... A Legendy mówią, że kto wejdzie do lasu, usłyszy śpiew dziewczyny, gdy wejdzie dalej czarna mgła otoczy go ciepłym szalem, gdy usłyszy przeraźliwy krzyk tej samej dziewczyny będzie chciał uciec, jednak w czarnej mgle czają się oczy, które nie pozwolą Ci wyjść. Ten las ma swoją tajemnicę i historię, którą żyje... Uschnięte drzewa widziały więcej niż Ci się wydaje... Zaproszą Cię do siebie.... Na wieczność.



THE END.



Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

sobota, 6 lipca 2013

Rozdział 20.

Ogień rozbłysł niebieskim płomieniem. Ludzie uciekli, a Christian wciąż nie mógł się ruszyć...
Gdy wiatr zgasił ostatni płomyk ognia, chłopak rzucił się ku miejscu gdzie zginęła jego ukochana.
Niedopalone drewno żarzyło się złowrogo... Jedyne co zostało po istocie to niebieski proch, który świadczył o jej wyjątkowości. Padł na kolana z rozpaczy, zaczął cicho szlochać, ale szloch przerodził się histeryczny płacz. Zrozpaczony nie wiedział co ma teraz zrobić. Długo klęczał nad jej prochami.
-Straciłem cię... straciłem cię na zawsze...- wyjęczał . -Zapłacą mi za to- wysyczał sam do siebie.
Ból, który go wypełniał był tak silny jak jeszcze nigdy. Żądza zemsty... Christian zacisnął pięści i wstał. Jego twarz zmieniła się momentalnie, teraz przypominała twarzy z najgorszych horrorów... Odwrócił się i wydał dziki krzyk. Ptaki wzbiły się w powietrze, wiatr przybierał na sile. Poruszył niebo i ziemię. Wziął głęboki oddech i już miał iść, kiedy przy nim pojawiła się nadzieja.
-Nie zostawiaj jej tutaj. - powiedział słodki głos, kiedy ominął światło.
-Jej już nie ma- odpowiedział przez zęby.
-Nie skrzywdzisz nikogo.- powiedział stanowczy znajomy głos.
Nie dowierzając uszom, odwrócił się i zobaczył znajomą istotkę. Patrzyła na niego groźnymi oczami, a jej ciało było przezroczyste.
-Alice...- wyszeptał. A ona rozpłynęła się wraz z wiatrem.
-Niee! Po raz kolejny mnie zostawiasz! - krzyczał zrozpaczony.
-Jestem z tobą. Nie widzisz mnie, ale jestem- wiatr niósł znajomy głosik.
-Zabrali mi ciebie... Zapłacą własnym życiem- odpowiedział i ruszył przed siebie. Błąkał się po lesie z coraz większym gniewem. Pech chciał, że spotkał dziewczynę niewiele młodszą od niego. Jedyne co w niej widział, to zabójcę. Ruszył w jej stronę. Nastolatka nie miała gdzie uciekać, skuliła się na ziemi i osłoniła twarz. Chłopak zamachnął się i już miał zadać cios, kiedy przed oczami znów pojawił się duch Alice, nic nie mówił, ale jego oczy mówiły wszystko. Z jego oczy opadły klapki zemsty, a ona rozpłynęła się w powietrzu. Christian miał przed sobą trzęsącą się dziewczynę, drobną, o zapłakanej twarzy. Zrobił krok w tył i uciekł. Coś kazało mu biec do miejsca, gdzie spłonęła Alice.

_____________________________________________________________________________


 Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej. 

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.


sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 19.

W powietrzu było słychać  trzask palącego się drewna. Ludzi oblała fala strachu.
-Wszyscy zginiemy.. - dały się słyszeć szepty.
Christian wciąż się nie ruszał, Alice resztkami mocy zmusiła go do pozostania w jednym miejscu.
-Ty żyjesz... ale nie skrzywdzisz już nikogo powiedziała cicho Alice.
-Dałaś mi coś czego nie zaznałem nigdy. Dałaś mi miłość. Nie odbieraj mi jej...- głos Christiana zaczynał się łamać. -Oddajcie mi ją, a ocalę was i więcej mnie nie zobaczycie.- przybrał groźny ton.
-Nie.. ktoś musi zapłacić za twoje błędy- odpowiedziała dziewczyna, a po policzkach znowu toczyły się leniwie łzy.
-Nie rób mi tego..- zaszlochał chłopak.
-Idź...- rozkazała.
Opuszczały ją sił, ledwo trzymała się na nogach, ale chce umrzeć z godnością. Christian zniknął z jej oczu. Wykorzystała ostatnia moc na ten rozkaz, oby był na tyle silny, żeby nie zdążył wrócić Płomienie zaczęły podpalać jej bose stopy, czuła jak gorąco się po niej rozchodzi. Kropelki potu pojawiły się na jej czole. Oddychała coraz ciężej, a dym zakrywał ją całą. Gdzieś w oddali grzmiało, a niebo było czarne. Mały błysk, zmusił dziewczynę do uniesienia głowy. Nie spodziewała się tego co zobaczy... Nadzieja. W czystej postaci... Usłyszała słodki niczym miód głos:
-Twoje grzechy zostały odpuszczone, z prochu powstałaś i w proch się obrócisz, odejdź w pokoju.
-Nadziejo.. daj im życie- wyszeptała.
-Grzechy twego nienarodzonego dziecka zostały odpuszczone, zaznało goryczy poprzez matkę, niech odejdzie w pokoju- kontynuowała nadzieja.
-Jestem w ciąży ?- rozgoryczonym głosem spytała, ale nadzieja już zniknęła. Przez myśl przebiegł jej obraz dziecka, które płonie, a teraz jej własne, nienarodzone spłonie. To rozgrzeszenie jest śmiercią ich obojga. W dziewczynie wezbrała furia i panika połączona z histerią. Wyrywała się, ale resztki mocy wysłała do Christiana. Szarpała się ze sznurem, upadała, podnosiła się i znowu to samo. Nie mogła się teraz poddać. Nie teraz, gdy dowiedziała się o ciąży. Musi to zrobić dla dziecka. Ostatnią nadzieją był ON. Zaczęła głośno krzyczeć w nadziei, że usłyszy. Płomienie zajęły jej suknię, paliło jej ciało. Krzyczała z bólu . Pisk, wrzask był tak przeraźliwy, że mroził krew w żyłach, był tak przenikliwy, przepełniony płaczem, bólem i cierpieniem.
Palili ja żywcem... Ostatnie co widziały jej oczy to chmura dymu, a w oddali zrozpaczony Christian.. Było już za późno, spóźnił się. Wygięła plecy w łuk, odchyliła głowę do góry i krzyknęła najmocniej jak umiała, wrzaski przypominały te z horrorów. Były straszne, a serce Christiana krwawiło...
-Christiaaan ! - wołała go rozpaczliwie, dławiąc się płaczem, lecz on nie mógł się ruszyć, sparaliżowany widokiem. Ona go wołała... To wołanie było przepełnione nadzieją... Patrzył skamieniały jak jego miłość płonie na stosie. Płacz i wycie Alice rozniosły się po całym lesie i jeszcze dalej.
Jej piękne włosy trawił ogień, już nie krzyczała, nie umiała, płuca zajął dym, a siły odeszły, osunęła się na poparzonych zakrwawionych nogach prosto w płomienie. Zniknęła ... Oczy miała zamknięte, z oczu nie leciały już łzy. "Wybacz mi Ojcze" - to jej ostatnia myśl. Jej dusza zgasła, kiedy ciało zajął ogień.

_____________________________________________________________________________

 Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej. 

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 18.

Chwila zapomnienia... Deszcz nadal padał, a ona nie wiedziała jakim cudem znalazła się w tym miejscu. Stała oszołomiona, z zamyślenia wyrwały ją pioruny. Powoli zdawała sobie sprawę, co właśnie zrobiła. Niepewnie odwróciła się ku drzewom. Nad ich uschniętymi koronami unosił się dym. Podbiegła do obrzeży lasu, ale nie umiała tam wejść, czuła wewnętrzną blokadę. Nie umiała się przełamać, oparła się ręką o jedno z drzew, a drugą zasłoniła sobie twarz. Piekące łzy nie przestały sączyć się po jej bladych jak ściana policzkach. Czarne  powieki zaczęły spływać by ustąpić miejsca naturalnej urodzie, czerń oczu wypełniał błękit, a ona sama oparła się o drzewo i czuła jak opuszcza ją siła. Powieki zaczęły się robić coraz cięższe... Osunęła się na ziemię przyćmiona zdarzeniami. Oddech stawał się nierówny, obraz przed oczami stawał się zamazany, niewyraźny. Odgłosy szalejącej burzy wydawały się przytłumione. Ostatnie co zobaczyła to zbliżający się do niej ludzie, z oburzonymi głosami.... Wyszeptała "przepraszam"  po czym straciła kontakt ze światem.

~

Czuła, że stoi, ręce miała za sobą skrępowane. Każdy najmniejszy ruch sprawiał jej ból. Jej oddech był nierówny, a głowa zwisała ku ziemi. Mimo wszystkiego nie otworzyła oczu. Bała się tego gdzie może się znajdować, tego co się stanie. W myślach przypomniało jej się całe życie. To jaka kiedyś była szczęśliwa... To jak zmieniała się... Jak  kochała i nienawidziła. To wszystko ją przytłoczyło i znowu zaczęła płakać. W końcu otworzyła oczy, stała na stosie drewna, zrozpaczonym spojrzeniem spojrzała na otaczających ją ludzi. Na ich twarzach malowała się nienawiść i chęć zemsty.
-To jedna z nich !- krzyknął jeden.
-Musimy walczyć ze złem!- krzyknął następny.
A łzy płynęły jeszcze szybciej. Mogłabym jednym ruchem uratować się, nie zrobiła tego... Przyjęła pokornie nałożoną na siebie karę. Czekała w milczeniu aż zapłonie wyrok.
-Ona nas uratowała- pisnął dziecięcy głosik wśród tłumu. Alice powoli podniosła głowę i zobaczyła, że ku niej zbliża się znajoma twarzyczka. Osunęła się ku ziemi, nie miała siły utrzymać ciężaru swojego ciała, a belka do której była przywiązana nie ułatwiała jej niczego. Mała osóbka ujęła jej zapłakaną twarz, ale nic nie mówiła. Alice zbliżyła twarz do dziewczynki i wyszeptała " bądź moim aniołem stróżem". Mała nie zdążyła odpowiedzieć, bo jeden z ludzi chwycił ją i rzucił.
-Odsuń się od tej wiedźmy !
-Zaczarowała dziecko!- rzuciła któraś z kobiet.
-Spalmy ją ! Niech zapłonie tak jak nasze wioski. !
Ból w jej sercu rósł,  a jedyne co czuła to nienawiść do samej siebie.
-Niech zapłonie płomyk nadziei ! Wytępimy zło!
-To jest kochanka jednego z przywódców!
-Niech spłonie ! Niech zło odczuje stratę, jaką my odczuliśmy!
Pokornie słuchała oszczerstw ze spuszczoną głową.
-George, przez nią twoja żona umarła w katuszach ! Do ciebie należy decyzja co zrobić.
George- mężczyzna był młody, przystojny. Podszedł do niej z pochodnią w ręku. Alice podniosła wzrok na niego. Jej błękitne oczy wpatrywały się w brązowe... Widać w nich było ból, cierpienie i żal. George zawahał się, co zrobić. Rozejrzał się. Napotkał błagający wzrok małej dziewczynki. Stał tak jeszcze przez jakiś czas, nie wiedząc co zrobić. Przed sobą miał dziewczynę, która klęczy na stosie, jej twarz otulają mokre czarne włosy, oczy płoną szczerym błękitem. Zrobił krok w tył. Usta Alice otwarły jak, jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła. Do Georga podszedł mężczyzna i położył mu rękę na ramieniu.
-Nie daj się czarom tej wiedźmy.- powiedział mu.
Na to mężczyzna z pochodnią zbliżył się ku Alice i wysyczał.
-Spłoń suko....
Podłożył pochodnię pod stos drzewa, a ono zaczęło dymić.
-Ona była brzemienna... Zapłać za nią życiem- powiedział cicho.
Na co była wiedźma zaczęła się podnosić, niczym feniks z popiołów. Podniósł się gwar.
-Ona nas wszystkich pozabija!
-Podnosi się!
A ona wstała spokojnie, z wdziękiem i klasą mimo skrępowania rąk. Stanęła prosto, dumnie. Patrzyła na ludzi przenikliwym wzrokiem. Chce umrzeć z resztkami godności. Jakże wielkie było zdziwienie ludzi, gdy ogień zaczął się rozprzestrzeniać , a ona po prostu stała. Wiatr zaczął mocniej wiać. Dym zaczął ją przysłaniać, a płomienie strawiły już podstawę.
-Zabije was kurwy!- niespodziewanie ktoś krzykną. To był Christian przepełniony wściekłością. Szedł powolnym, ale mocnym krokiem.
-Nie. - powiedziała głośniej Alice, a jej głos był tak głęboki i dosadny, że zatrzęsła się ziemia.
On natychmiast znieruchomiał.

_______________________________________________________________________________

 Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej. 

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 17.

Jej nienawiść do niego jeszcze nigdy nie była taka wielka. Patrzył na nią ze zdziwieniem, ale zaraz się opanował i przybrał niewzruszoną postawę.
-Puść ją..- wycedziła Alice.
Jej gniew był niemal namacalny. Wokoło niej unosiła się czarna mgła, jej pięści były mocno zaciśnięte, skóra bladła coraz bardziej. To przez złe emocje znowu zmieniała się w wiedźmę. Jej serce już nie odczuwało miłości... ani dla Christiana ani nawet do swojego życia. Jedyne co czuła, to okropne uczucie fali gniewu, która zalała ją całą. Chłopak widząc ją w takim stanie, spokojnie odłożył dziewczynkę i uśmiechnął się nonszalancko. Kiwną na resztę złych, a oni zniknęli w oka mgnieniu, został tylko jeden.
-Panie, mamy zakończyć? - chciał się upewnić.
-Tak. Odzyskałem ukochaną.- odpowiedział.
To jeszcze bardziej podsyciło Alice. Rozejrzała się dookoła. Spalone domy i ludzie byli wszędzie. Tym co udało się uciec zapewne pomoże nadzieja. Przeniosła gniewny wzrok na Christiana. Zbliżał się do niej.
-Nie podchodź nawet.- wysyczała.
-Kochanie...
-Nie mów tak do mnie ! - jej głos odbił się groźnym echem.
-Uratowałem cię- zbliżał się do niej.
-Kto teraz uratuje ciebie?-zapytała złowrogim szeptem.
Patrzył na nią z dezorientacją i dopiero po chwili pojął, że jej gniew chce wyjść na zewnątrz.
-Wszyscy zginiecie...- powiedziała z dziwnym spokojem i rozpłynęła się.
Christian nie wiedział co się dzieje. Uwolnił demona, który pragnie zemsty za ludzi, przed których właśnie, prawie zginął. Z  transu wybudził go krzyk oraz lekkie drgania ziemi. Wiedział, że rozpętało się piekło. Pobiegł do ich wioski....
Wszystko stało w płomieniach, Alice niszczyła wszystko co jej stanęło na drodze. W okrutny sposób wyrywała skamieniałe serca złych ludzi. Jej czarna mgła opanowała wszystko, odwróciła się wyczuwając jego obecność. Wciąż była w furii, lekko się uśmiechnęła, a wokół chłopaka zapłoną ognisty krąg. On przekonany, że nie stanie mu się krzywda, stał spokojnie i nawet nie wiedział jak bardzo się myli. Wszystko w jednej chwili strawił ogień, nie oszczędził nikogo... Siłą swoich czarów unieruchomiła go.. Krąg się zmniejszał... a on zrozumiał co go czeka. Patrzyła mu prosto w oczy, patrzyła jak on płonie... Wyzbyta wszelkich uczuć odeszła.. pozwoliła aby Christiana, którego kiedyś tak kochała, teraz pokochał ogień i duszący dym. Nie odwróciła się gdy ją wołał, zamroczona gniewem szła przed siebie. Nie czuła satysfakcji ze śmierci, którą zadała lecz nie żałowała. Na niebie jak zawsze były czarne chmury, chociaż dzisiaj były czarniejsze niż zwykle. Zaczęło padać, a z nieba ciskały błyskawice. Ona się nie bała. W swym stanie nie zauważała niczego. Cała mokra, stanęła na tym samym klifie, z którego zauważyła wioskę. Po jej policzku spłynęła czarna łza. I to ona ocuciła ją ze zniewolenia gniewu.

______________________________________________________________________________
 Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej. 

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

czwartek, 9 maja 2013

Rozdział 16

Długo przeglądała się swojemu odbiciu. Niepokój wkradł się na jej prawie ludzką twarz. Nie może stać się znowu człowiekiem.. Spanikowana chciała szybko wyjść. Bała się  reakcji Christiana. Moment. Ona boi się Christiana? Kolejna widoczna zmiana przeraziła ją jeszcze bardziej. Stała przy drzwiach, gdy te otworzyły się z wielkim hukiem. W nich stał wściekły chłopak, jego oczy były czarne, a pięści zaciśnięte. Alice cofnęła się o krok, ale milczała.
-Co ty do kurwy nędzy robisz?- krzyknął, aż dziewczyna podskoczyła. Podszedł do niej chwycił za nadgarstki i przyciągnął do lustra.
-Patrz co zrobiłaś ! Jak ty wyglądasz?! To ma być wiedźma?! - wciąż krzyczał.
Patrzyła na niego błagalnym wzrokiem, zadawał jej wielki ból, ale wiedziała, że szarpanie się tylko pogorszy sprawę.
-J..Ja... nie wiedziałam- wydukała zszokowana.
-Mówiłem ci żebyś tam nie łaziła ! Nie należysz do nich ! Jesteś tak słaba, że mógłbym zabić cię jedną ręką- uspokajał się.
-Mam cię chronić, jak mam to robić, skoro sama się zabijasz. - dodał.
Alice nie wiedziała co powiedzieć, jedyne miejsce, w którym chciała się znaleźć to wioska.
-Nawet myśli nie umiesz utrzymać dla siebie, nigdzie nie pójdziesz, ani teraz ani nigdy więcej ! - rzucił i szybko wyszedł. Zdezorientowana dziewczyna wciąż stała w miejscu, nie mogła pojąć co się stało. Po chwili doszło do niej, co mogły oznaczać słowa "ukochanego". Ruszyła w kierunku drzwi, starała się dyskretnie podążać za chłopakiem lecz ten ją zauważył i natychmiast był przy niej.
-Co ty chcesz zrobić?! Tam są niewinni ludzie..- szlochała.
-Gówno mnie to obchodzi, wracaj do domu.- warknął.
-Nie !- krzyknęła.
W jednym momencie przerzucił ją przez ramię i zaniósł do domu. Drzwi zastawił ciężką belką.
-To na wypadek gdybyś chciała za mną znowu iść skarbie.- powiedział z lekkim uśmieszkiem.
-Wypuść mnie !- krzyczała, ale na darmo. Padła pod zabarykadowanymi drzwiami i zaczęła płakać. W mroku pomieszczenia pojawiło się światełko. To znajoma nadzieja. Szepnęła: " twoje serce powie ci co masz robić, wsłuchaj się" po czym zniknęła. Alice opanowała szloch, wyciszyła się, w nie małym trudzie. Wsłuchała się w cisze i usłyszała swoje serce. Pełna spokoju wstała, jej oczy znowu były czarne, a drzwi ustąpiły przy lekkim pchnięciu. Wyszła, ale zaraz padła na kolana. Wykorzystywanie magii przy jej stanie, bardzo ją osłabiło lecz zebrała się w sobie i pobiegła prosto do wioski. Obraz jaki tam zobaczyła sprawił, że po policzkach płynęły jej łzy. Wszystko, dosłownie wszystko stało w płomieniach. Mury, które miały ich ochronić, zostały zburzone... Tysiące złych napadało na ludzi. Kobiety gwałcili by potem pozwolić im umierać w mękach. Dzieci podpalono... Mężczyźni, którzy próbowali walczyć zginęli na miejscu, a ich głowy rzucone były w tłum... Nikomu nie udało się uciec, a na środku tego wszystkiego stał on... z dzieckiem, któremu pomogła Alice. Trzymał małą na rękach i przyglądał się płomieniom. Dziewczyna usiadła i próbowała wsłuchać się w to on co mówi do małej.
-Widzisz to wszystko? To jest pożar, tutaj zginie bardzo dużo osób, twoja mama i tata, twoja rodzina. A wiesz dlaczego muszą umrzeć?
Dziewczynka z przerażeniem pokręciła głową.
-Wszyscy mieszkańcy umrą, bo ty prawie zabiłaś moja miłość...
Alice szeroko otworzyła oczy i ruszyła w ich kierunku. Biegła przez płomienie, płonących ludzi, czuła na sobie nie jeden wzrok błagający o pomoc. Nie mogła się zatrzymać.  Jednak pod jej nogi upadło drzewo, przez które nie mogła dostać się do małej dziewczynki. Zdesperowana zajrzała wgłąb siebie i wraz z głębokim oddechem zaczął wiać porywisty wiatr. Natychmiast wszystko ugasił, a ona stała i wpatrywała się w Christiana, którego w jednym momencie znienawidziła.

___________________________________________________________________________

Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej.

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

piątek, 3 maja 2013

Rozdział 15


W domku było ciemno i zimno. Siedziała w nim, wsłuchana w ciszę. Analizowała bieg zdarzeń: wioska, kobieta,ból,łzy,zemsta. Mrok rozproszyły otwierające się drzwi. Alice siedziała nieruchomo z kapturem na głowie. Czuła się w nim pewniej. W końcu wszedł obolały Christian. Nie odezwał się słowem, nie dotknął jej... Usiadł na łóżku, długo bardzo długo siedzieli w milczeniu. Zapadła noc, żadne z nich się do siebie nie odezwało, a atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Dziewczyna wstała i zmierzała w kierunku łóżka, zaszedł jej drogę... Spiorunowała go wzrokiem.
-Zejdź mi z drogi- wysyczała.
Nie zszedł.Gniew był coraz większy. Wypełniał ją całą. Jednak trzymała nerwy na wodzy, nie może sobie pozwolić na brak samokontroli.
-Powiedziałam odejdź- warknęła. Chłopak w końcu odszedł, a ona opadła z sił na łóżko i próbowała zasnąć. Ta sytuacja zajmowała jej całe myśli, a gniew wciąż rósł. Nie spała tej nocy. Wraz z pierwszymi promieniami słońca wstała, wzięła płaszcz i zamierzała wyjść. Jednak chłopak był szybszy i stanął między nią, a drzwiami.
-Nigdzie nie pójdziesz- powiedział stanowczo.
-To patrz.- szybko odpowiedziała. W tym samym momencie chciała go odepchnąć na bok, ale znowu złapał za jej nadgarstki. To spowodowało furię u nastolatki.
-Nie dotykaj mnie !!- wykrzyczała, wyrywając się. - Nigdy więcej mnie już nie dotkniesz! Nie będziesz mi mówił co mam robić !- złość z niej uchodziła z każdym słowem. -Zejdź mi z drogi, bo pożałujesz- już nie krzyczała. Posłusznie odszedł... Czuł, że stracił jej zaufanie, stracił całą ją...
Alice kipiała ze złości, kierowała się w stronę wioski. Zanim do niej weszła, opanowała złość. Założyła kaptur i błąkała się uliczkami i alejkami. Jej wzrok przykuła mała dziewczynka, którą bardzo bolała noga. Biedactwo płakało, ale nikt nie chciał jej pomóc. W dziewczynie obudziły się współczuje i miłość do drugiej osoby. Wahała się co zrobić.. Zignorować to, czy pomóc. Przypomniała sobie tamto niewinne dziecko... Bardzo wolno zbliżała się do dziecka. Dziewczynka w oczach miała przerażenie, lecz nie krzyczała. Wiedźma uklęknęła przy niej. Wyciągnęła wolno blada rękę aby pokazać dziecku, że nie chce jej zrobić krzywdy. Mała już nie płakała, przyglądała się czarnej postaci "bez twarzy". Alice delikatnie dotknęła nóżki dziewczynki. Wzięła głęboki oddech, mocniej zacisnęła rękę na nóżce i po chwili pojawiło się leciutkie światełko. Uzdrowiła ją. Malutka wyciągnęła swoje ciepłe rączki ku Alice, ale zatrzymała się na chwilę.. Powoli, niepewnie dotknęła jej twarzy.
-Zimna- stwierdziła ze smutkiem dziewczynka. Alice nic nie odpowiedziała.
Nie chciała przestraszyć dziecka, ale ono podniosło jej twarz swoimi rączkami. Teraz widziała białą, zimną twarz, czarne włosy, czarne oczy i jedną łzę... Od razu zabrała rączki. Bała się, ale wierzchem jednej dłoni otarła łzę nieznajomej.
-Dziękuję... - z ust dziecka to  tak mało, a tak wiele.
Bohaterka wstała, wyprostowała i chciała odejść, ale coś trzymało za krawędź jej sukni. Mała mogła mieć ok. 3 lat, może troszkę starsza. Alice wzięła ją na ręce i postanowiła odnieść w miejsce gdzie jest dużo ludzi. Mała zdążyła usnąć, to nawet lepiej, nie będzie płakać, nie narobi szumu. Położyła ją na trawniku obok jakiegoś domu i rozpłynęła się we mgle.
W domu zauważyła, że jej włosy są brązowe, cera lekko zaróżowiona... Źle się dzieje...

____________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.