-Oni mi Ciebie zabrali !!!
Gorzki płacz, czarnego księcia...
Zebrał jej prochy. Choć umykały mu przez palce, zebrał wszystko do małego worka...
-Niedługo będziemy razem- wyszeptał.
Gdy wstał i zbliżył się do postaci, ona po prostu się rozpłynęła...Trzymając worek jak największy skarb szedł przez las, ignorując wszystko dookoła. Drzewa szeptały złowrogie historie... Wiatr zapowiadał nadejście końca.Trwoga spowiła to przeklęte miejsce. Umarli wyruszyli na ziemską wycieczkę ruszając w ślad za Christianem. Potępieni usłuchali wezwania... Oto był klif, na którym wszystko się zaczęło... Oto klif, na którym wszystko się skończy. Pośród krzyków cierpienia i jęków niesionych przez wiatr, odgłosy marszu zła ucichały. Chłopak nie widząc sensu życia wrócił tam, gdzie wszystko zaczęło się zmieniać. Przeklinając się w duchu, że nie ochronił ukochanej stanął na szczycie klifu. Odwrócił się by ostatni raz ujrzeć las... jego dom. Złe dusze podążyły za swoim panem. Syn Lucyfera, najwyższego władcy stoi nad przepaścią. Skinął majestatycznie głową. Pierwszy i ostatni raz oddał pokłon poddanym. Odwrócił się do nich. Stojąc na samej krawędzi życia a śmierci, przycisnął prochy Alice do swojej piersi.
-Ten świat jest twój- wyszeptał, po czym jednym ruchem rzucił na wiatr prochy ukochanej. Zawirowały w niebieskiej poświacie. - Nieś je daleko- uklęknął na jedno kolano.
-Pokłon oddaje Ci Matko Ziemio, bowiem z Twojego prochu została stworzona i z Twojego prochu zostaje zwrócona.
Ziemią wstrząsną zimny powiew. Umarli przybyli za Panem zaznali spokoju... Ich kości zamieniły się we wszechobecny pył. Ciche westchnienie towarzyszące temu wypełniło całą polanę z klifem.
Christian staną dumnie, wyprostowany, gotowy do ostatniego czynu. Zza płaszcza wyjął miecz swojej ukochanej. Rękojeść zaczęła świecić niebieskim blaskiem.
-Gdzie ty, tam i ja- I przebił swoje serce, bronią tej jedynej, bowiem jego serce i tak było martwe... bez niej. Wydał ostatnie westchnienie życia po czym spadł z klifu w ciemna otchłań. Potępieni stracili władcę... Las, który zamieszkują stał się obcy. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, rzucili się za swoim panem w ciemność. Tak oto skończyły się dni panowania ciemności... Blask dnia zawitał znów w krainie nieszczęścia...
~
Dni są ciemniejsze niż zazwyczaj. Słońce rzadko kiedy dociera do nędznej planety. Wszystko spowił ogień piekielny. Strawił wszystko co znalazł na swojej drodze. Nie było co jeść ani pić. Oceany i morza powysychały. Tą planetę czekała śmierć. Ludzie stawali się źli i zabijali siebie wzajemnie. Nie było już dobra, a Demony strąciły z tronu Boga Ojca. A wszystko przez nieszczęśliwą miłość dwojga kochanków. Dobra i zła. Po śmierci jedynego księcia ciemności nastały lata piękna i życia. Jednak Lucyfer planował zemstę. W dniu 10 rocznicy śmierci syna wysłał demony aby dokończyły dzieła. Trwała wojna, w której dobro przegrało... A Legendy mówią, że kto wejdzie do lasu, usłyszy śpiew dziewczyny, gdy wejdzie dalej czarna mgła otoczy go ciepłym szalem, gdy usłyszy przeraźliwy krzyk tej samej dziewczyny będzie chciał uciec, jednak w czarnej mgle czają się oczy, które nie pozwolą Ci wyjść. Ten las ma swoją tajemnicę i historię, którą żyje... Uschnięte drzewa widziały więcej niż Ci się wydaje... Zaproszą Cię do siebie.... Na wieczność.
THE END.
Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam
P.S
Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.
P.S
Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz