Ogień rozbłysł niebieskim płomieniem. Ludzie uciekli, a Christian wciąż nie mógł się ruszyć...
Gdy wiatr zgasił ostatni płomyk ognia, chłopak rzucił się ku miejscu gdzie zginęła jego ukochana.
Niedopalone drewno żarzyło się złowrogo... Jedyne co zostało po istocie to niebieski proch, który świadczył o jej wyjątkowości. Padł na kolana z rozpaczy, zaczął cicho szlochać, ale szloch przerodził się histeryczny płacz. Zrozpaczony nie wiedział co ma teraz zrobić. Długo klęczał nad jej prochami.
-Straciłem cię... straciłem cię na zawsze...- wyjęczał . -Zapłacą mi za to- wysyczał sam do siebie.
Ból, który go wypełniał był tak silny jak jeszcze nigdy. Żądza zemsty... Christian zacisnął pięści i wstał. Jego twarz zmieniła się momentalnie, teraz przypominała twarzy z najgorszych horrorów... Odwrócił się i wydał dziki krzyk. Ptaki wzbiły się w powietrze, wiatr przybierał na sile. Poruszył niebo i ziemię. Wziął głęboki oddech i już miał iść, kiedy przy nim pojawiła się nadzieja.
-Nie zostawiaj jej tutaj. - powiedział słodki głos, kiedy ominął światło.
-Jej już nie ma- odpowiedział przez zęby.
-Nie skrzywdzisz nikogo.- powiedział stanowczy znajomy głos.
Nie dowierzając uszom, odwrócił się i zobaczył znajomą istotkę. Patrzyła na niego groźnymi oczami, a jej ciało było przezroczyste.
-Alice...- wyszeptał. A ona rozpłynęła się wraz z wiatrem.
-Niee! Po raz kolejny mnie zostawiasz! - krzyczał zrozpaczony.
-Jestem z tobą. Nie widzisz mnie, ale jestem- wiatr niósł znajomy głosik.
-Zabrali mi ciebie... Zapłacą własnym życiem- odpowiedział i ruszył przed siebie. Błąkał się po lesie z coraz większym gniewem. Pech chciał, że spotkał dziewczynę niewiele młodszą od niego. Jedyne co w niej widział, to zabójcę. Ruszył w jej stronę. Nastolatka nie miała gdzie uciekać, skuliła się na ziemi i osłoniła twarz. Chłopak zamachnął się i już miał zadać cios, kiedy przed oczami znów pojawił się duch Alice, nic nie mówił, ale jego oczy mówiły wszystko. Z jego oczy opadły klapki zemsty, a ona rozpłynęła się w powietrzu. Christian miał przed sobą trzęsącą się dziewczynę, drobną, o zapłakanej twarzy. Zrobił krok w tył i uciekł. Coś kazało mu biec do miejsca, gdzie spłonęła Alice.
_____________________________________________________________________________
Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej.
Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam
P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.