Był wieczór.
- Muszę coś załatwić.- Oznajmił jej Christian.
Trochę wydawało jej się to dziwne. Została sama w pustym domku. Zapaliła świecę i usiadła na łóżku. Tylko ono tam było. Nagle wiatr mocniej zawiał i wpadł do domku przez uchylone okno gasząc świeczkę. Było zimno i stawało się coraz ciemniej. Wtem pojawiło się światełko. To znowu nadzieja.
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego gdzie jesteś?- usłyszała głos i kiwnęła przecząco głową.
- Jesteś w samym sercu zła. W przeklętym lesie. Wiem co się z tobą stanie, wiem kim jesteś... -Tutaj urwała i zniknęła.
Panowała idealna cisza, wciąż było zimno. Jej blada twarzyczka, była lodowata. Jej serce skuł lód. Czuła to, ból, który temu towarzyszył chciał ją wykończyć. Położyła się,przykryła swym płaszczem. I zasnęła... Jej powieki mocno się zacisnęły. Skulona z zimna leżała na łóżku śniąc. To nie był dobry sen. W głowie brzmiały jej słowa " wiem kim jesteś" Jak przez mgłę widziała ten sam las, nie czarny, ponury, miał piękne zielone liście. Tuż przy granicy lasu, gdzie teraz oprócz starego domu, w którym się zatrzymała nie było nic, we śnie było pełno domków z ogrodami. Dzieci beztrosko biegały. Ona była w tym śnie, Stała obok. Jednak nikt jej nie widział prócz małej dziewczynki. Była do niej podobna, dopiero później uświadomiła sobie, że to musiała być ona z lat dziecięcych. Uśmiechnęła się do niej. Mała dziewczynka zrobiła to samo, po czym pobiegła w stronę swojego tatusia. Wskoczyła mu na ręce śmiejąc się i coś opowiadając. Radości nie było końca. 17-letnia Alice podeszła do nich. Nie słyszała co mówili... Momentalnie powstały krzyki. To ci sami goście od pożaru ! Prawie dorosła kobieta chciała jakoś pomóc ludziom, nie mogła nic zrobić, dla nich była duchem, krzyczała do nich, próbowała ich kierować. Jednak to nic nie dawało. Wspomnienia z tego okropnego dnia wróciły, a jej serce zaczęło bardzo mocno bić. Pośród złych gości był ta sama zła istota, którą zabiła w lesie... Nie możliwe! Łzy spływały jej po policzkach z bezsilności. Widziała jak źli ludzie podpalają innych, to już nie były domu, to byli ludzie. Wprowadzili chaos. To było przerażające.Ojciec dziewczyny nie był dobry... To on zdradził ludzką rasę. Chciał przeciągnąć córkę na swoją stronę. Jednak ona stała w osłupieniu, nie wiedziała co robić. Chciała to wszystko skończyć. Małą istotkę otaczał dziwny ciemny dym. Wydawała się dziwnie spokojna. Popatrzyła na złego człowieka błękitnymi oczami. On od razu zaczął zwijać się z bólu, niszczyła go wzrokiem lekko się uśmiechając,sprawiało jej to przyjemność, miała władzę nad ich cierpieniem. Chciała ich ukarać sprawiła że las, który był ich domem, stał jest przeklęty. Wszyscy patrzyli na nią z przerażeniem, a dorosła Alice nie mogła w to uwierzyć. Do dziecka podbiegła kobieta i otrząsnęła je. Biedactwo opadło z sił. Kobieta popatrzyła ze łzami w oczach na płonących ludzi i swojego męża zdrajcę. Po czym uciekła. Ojciec pewnym krokiem ruszył w las, niestety zdrajca został zdradzony, zabito go kilkanaście kroków dalej. Nastolatka zaczęła krzyczeć, wszystko zniknęło został tylko martwy mężczyzna. Z przerażeniem obudziła się. Była rozpalona, w jej oczach był szał, dezorientacja. Było jej tak gorąco, mimo że na szybie był szron... Nie mogła uwierzyć...
______________________________________________________________________________
Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam
P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.