wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 7



Był wieczór.
- Muszę  coś załatwić.- Oznajmił jej Christian.
Trochę wydawało jej się to dziwne. Została sama w pustym domku. Zapaliła świecę i usiadła na łóżku. Tylko ono tam było. Nagle wiatr mocniej zawiał i wpadł do domku przez uchylone okno gasząc świeczkę. Było zimno i stawało się coraz ciemniej. Wtem pojawiło się światełko. To znowu nadzieja.
- Czy zdajesz sobie sprawę z tego gdzie jesteś?- usłyszała głos i  kiwnęła przecząco głową.
- Jesteś w samym sercu zła. W przeklętym lesie. Wiem co się z tobą stanie, wiem kim jesteś... -Tutaj urwała i zniknęła.
Panowała idealna cisza, wciąż było zimno. Jej blada twarzyczka, była lodowata. Jej serce skuł lód. Czuła to, ból, który temu towarzyszył chciał ją wykończyć. Położyła się,przykryła swym płaszczem. I zasnęła... Jej powieki mocno się zacisnęły. Skulona z zimna leżała na łóżku śniąc. To nie był dobry sen. W głowie brzmiały jej słowa " wiem kim jesteś" Jak przez mgłę widziała ten sam las, nie czarny, ponury, miał piękne zielone liście. Tuż przy granicy lasu, gdzie teraz oprócz starego domu, w którym się zatrzymała nie było nic, we śnie było pełno domków  z ogrodami. Dzieci  beztrosko biegały. Ona była w tym śnie, Stała obok. Jednak nikt jej nie widział prócz małej dziewczynki. Była do niej podobna, dopiero później uświadomiła sobie, że to musiała być ona z lat dziecięcych. Uśmiechnęła się do niej. Mała dziewczynka  zrobiła to samo, po czym pobiegła w stronę swojego tatusia. Wskoczyła mu na ręce śmiejąc  się i coś opowiadając. Radości nie było końca. 17-letnia Alice podeszła do nich. Nie słyszała co mówili... Momentalnie powstały krzyki. To ci sami goście od pożaru ! Prawie dorosła kobieta chciała jakoś pomóc ludziom, nie mogła nic zrobić, dla nich była duchem, krzyczała do nich, próbowała ich kierować. Jednak to nic nie dawało. Wspomnienia z tego okropnego dnia wróciły, a jej serce zaczęło bardzo mocno bić. Pośród złych gości był ta sama zła istota, którą zabiła w lesie... Nie możliwe! Łzy spływały jej po policzkach z bezsilności. Widziała jak źli ludzie podpalają innych, to już nie były domu, to byli ludzie. Wprowadzili chaos. To było przerażające.Ojciec dziewczyny nie był dobry... To on zdradził ludzką rasę. Chciał przeciągnąć córkę na swoją stronę. Jednak ona stała w osłupieniu, nie wiedziała co robić. Chciała to wszystko skończyć. Małą istotkę otaczał dziwny ciemny dym. Wydawała się dziwnie spokojna. Popatrzyła na złego człowieka błękitnymi oczami. On od razu zaczął zwijać się z bólu, niszczyła go wzrokiem lekko się uśmiechając,sprawiało jej to przyjemność, miała władzę nad ich cierpieniem. Chciała ich ukarać sprawiła że las, który był ich domem, stał jest przeklęty. Wszyscy patrzyli na nią z przerażeniem, a dorosła Alice nie mogła w to uwierzyć. Do dziecka podbiegła kobieta i otrząsnęła je. Biedactwo opadło z sił. Kobieta popatrzyła ze łzami w oczach na płonących ludzi i swojego męża zdrajcę. Po czym uciekła. Ojciec pewnym krokiem ruszył w las, niestety zdrajca został zdradzony, zabito go kilkanaście kroków dalej. Nastolatka zaczęła krzyczeć, wszystko zniknęło został tylko martwy mężczyzna. Z przerażeniem obudziła się. Była rozpalona, w jej oczach był szał, dezorientacja. Było jej tak gorąco, mimo że na szybie był szron... Nie mogła uwierzyć...

______________________________________________________________________________


Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.


Rozdział 6

Rano, gdy Łucja wstała, Christian już nie spał. Podał jej wodę i śniadanie. Zjadła ze smakiem po czym wstała, podziękowała i chciała iść. Chłopak chwycił ją za łokieć i rzekł
- Nie zostawiaj mnie...
- Ja... nie wiem co powiedzieć.
Zbliżyli się do siebie. Ich usta prawie się stykały.
- Powiedz, że zostaniesz...- wyszeptał chłopak, po czym namiętnie ją pocałował.
-Zostaje- szepnęła dziewczyna i uśmiechnęła się.
Chwycili się za ręce i poszli ścieżką. Christian zaprowadził ją do wioski, gdzie mieszkał. Siedemnastolatka przestraszyła się widząc ludzi, których wczoraj zabiła. Jak to możliwe że żyją? Łatwo to wytłumaczyć, źli są nieśmiertelni. Chłopak zaprowadził ją do pustego domku.
-Teraz tu będziesz mieszkać- poinformował, po czym pocałował ją.
Dziewczyna ucieszyła się, poczuła w sercu nagłe ciepło. Już nie było tam żalu i cierpienia, które nosiła od wypadku. Mimo, że już nie czuła się winna, pamięć o dziecku przetrwa... Ono zawsze będzie w jej sercu.

______________________________________________________________________________



Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

Rozdział 5

 Łucja chwyciła broń gotowa do walki. Christian stanął tuż obok niej. To było wielkim zaskoczeniem zarówno dla Alice, jak i dla innych. Nie zważając na nic ruszyli do ataku. Dziewczyna pierwszy raz miała do czynienia z mieczem ,ale posługiwała się nim jakby robiła to od lat. Niestety żeby przeżyć musiała ich zabić. Pierwszy, którego zabiła patrzył na nią błagalnym wzrokiem z jej mieczem w sercu. Od razu przypomniała sobie pożar, dziecko miało taki sam wzrok...Po bladych policzkach spłynęły jej łzy. Walczyła dalej. Jednak łzy zauważył Christian. Domyślał się, że to przerasta młodą dziewczynę. Został ostatni łotr. Ruszyli na niego razem, a gdy chcieli go zranić ich miecze skrzyżowały się. Ich spojrzenia spotkały się. Zły uciekł, a oni stali w milczeniu, wciąż krzyżując miecze, jakby byli sparaliżowani i nie mogli się ruszyć. Alan uśmiechnął się do bohaterki i rzekł :
- Możesz puścić mój miecz?
-Przecież to ty trzymasz mój- Odpowiedziała Alice lekko się uśmiechając.
-To razem puśćmy- Powiedział chłopak i puścili. Schowali miecze.
- Co ty tutaj robisz? Nie wyglądasz na czarownice.
- Nie sądzę żebym musiała się tłumaczyć, ale jak musisz już wiedzieć to uciekałam przed pożarem w wiosce. Uciekałam od przeszłości... - powiedziała siedemnastolatka tajemniczym głosem
- Jesteś zły??- Łucja znała odpowiedź, ale wolała się upewnić.
- Tak. Jest bardzo późno, Lepiej iść już spać-powiedział Christian zmieniając temat.
Łucja położyła się pod drzewem i zasnęła, Chłopak zaś udał się do malutkiej, świetlistej nadziei. Tej samej, która wskazała dziewczynie broń i ta sama, która była tam rzadkością..  Dowiedział się o niej wszystkiego. Wiedział też, że jej serce otula mrok.

________________________________________________________________________________



Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

Rozdział 4



Panowała ciemność... Alice szła, zwalniając. Coraz bardziej niepewnie. Zatrzymała się pod wielkim dębem. W mroku zajaśniałe malutkie światełko. To była nadzieja. Wiedziała o Alice wszystko. Znała jej przeszłość i przyszłość,dlatego zaświeciła mocniej, rozświetliła mrok ukazując miecz leżący nieopodal, po czym zniknęła. Broń dodała jej odwagi, wewnętrznej  mocy. Czuła się silna duchem. Wiedziała, że nic jej nie zatrzyma. Jednak tą pewność siebie zakłóciły dziwne dźwięki, jakby ludzi, ale ludzie nie mieszkali w przeklętym lesie. Zbladła, po czym w blasku księżyca zobaczyła młodzieńca. Był wysoki, wyższy od niej. Miał piękne czarne włosy. Jego oczy śniły niesamowitym blaskiem. Były czarne, ale nie były puste miały głębie. Lekko się uśmiechał.  Spojrzał na Alice, która wyglądała jak czarna wiedźma. Nie ruszała się, sparaliżowana strachem. Podszedł bliżej.
 -Kim jesteś ? - zapytał.
Nie odpowiedziała mu. Blada, kamienna twarz przeraziłaby normalnych ludzi, ale nie jego. Znowu stanął bliżej. Dziewczyna chwyciła pod płaszczem miecz. Prawie nie było tego widać i jeszcze ta ciemność. Ale chłopak miał sokole oko od razu to zauważył
-Spokojnie, nie zrobię ci krzywdy-powiedział ze spokojem.
 Łucja spojrzała na niego i wtedy spojrzeli sobie w oczy. Puściła miecz i ściągnęła kaptur.
 -Jestem Alice, a ty kto?- zapytała.
 Chłopak uśmiechnął się i powiedział
 - Jestem Christian, najprawdopodobniej największe zło.-w jego myślach przepłynęła myśl, że to ta Alice, która jest mu pisana. Jednak nic o niej nie wiedział. Miał jej zadać kolejne pytanie kiedy zza drzew wyłonili się ludzie podobni do Christiana.

______________________________________________________________________________



Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam


Rozdział 3



Alice obudziła się wraz z pierwszymi promieniami słońca. Nie chciała wstać, ale musiała. Widziała w oddali ludzi, którzy tak jak ona szukali pomocy. Obawiając się, że znają oni tajemnicę uciekała do pobliskiego lasu.Chciała tylko przeczekać aż sobie pójdą. Wspomnienie tamtego dnia nie dawało jej funkcjonować jak normalny człowiek. Na sobie poczuła czyjś wzrok najpewniej dobiegający z lasu. Ogarnęła ją panika, ale także i ciekawość. Chciała wejść w głąb, ale zorientowała się,  że zostawiła płaszcz. Poczekała aż ludzie pójdą dalej i wróciła po niego. Dopiero teraz dostrzegła mały domek. Poszła do niego szukając pomocy. Mieszkańcy przyjęli ją bardzo ciepło, dali jej jeść i pić. Pozwolili jej zostać na parę dni. Zgodziła się. Nadeszła noc. Koszmary wyrwały ją ze snu. Była pełnia. Księżyc rozświetlał wszystko dookoła. Wstała wzięła płaszcz, zawiązała pod szyją na kokardę i stanęła w progu. Nie była sobą. Wpatrzona w księżyc poczuła jak las ją wzywa. Przekraczając próg pozostawiła przeszłość za sobą. Pewnym krokiem zmierzała ścieżką wiodącą do lasu. Założyła kaptur na głowę. Blask księżyca oświetlał jej bladą twarz i dało się zobaczyć jedną łzę, jedną jedyną szczerą łzę bólu,cierpienia. Wiatr lekko rozwiał jej złociste fale, niósł ze sobą melodię która rozmiękczyła jej serce. Bezsilna padła na kolana w dłoniach skryła swą twarz. Nie poznawała sama siebie. Pustym spojrzeniem patrzyła się na trawę przed sobą. Siedemnastoletnia bohaterka musiała się podnieść, znaleźć w sobie wystarczająco dużo siły by dźwignąć się. Udało jej się. Wstała i przekroczyła granicę lasu tracąc wraz z tym możliwość powrotu ....

________________________________________________________________________________



Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

Rozdział 2



Sama jak palec szła krętymi drogami szukając pomocy, zatrzymała się na wzgórzu i zaczęła krzyczeć. Krzyczała, płakała, cały czas miała przed oczami maleństwo, to biedne maleństwo, które miało prawo żyć, nienawidziła siebie, czuła tylko ból. Doszła do wniosku, że musi zacząć żyć od nowa. Dźwignąć się z popiołów przeszłości. Dawna Alice zginęła wraz z wioską...
Jedyne co wzięła podczas ucieczki to długi czarny płaszcz z kapturem. Ciemność ogarnęła wszystko w zasięgu wzroku. Dziewczyna leżała zwinięta w kłębek na wzgórzu. Nie mogła spać, noc niosła ze sobą płacz, rozpacz, żal, ludzi którzy stracili bliskich w wypadku.Jej głowa była pełna myśli,ich nadmiar powodował bezsilności,pogubiła się. Jedynym marzeń teraz było zamienić się rolami z biednym dzieckiem, obwiniała się za to, że ona przeżyła, a maluszek odszedł. Chłód nocy dawał się we znaki. Wzięła płaszcz i okryła się nim. To może dziwne ale poczuła silną więź z nim. Gdy płacz ustał zamknęła oczy i zapadła w długi sen .

_______________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam.

Rozdział 1


Dzień wydawał się wrogi, nie świeciło słońce, nie było słychać ptaków,ani śmiechu dzieci, zbierały się szare chmury, wiatr niósł ze sobą wrogą melodię,a w powietrzu unosiła się groza, nikt nic nie mówił. Do wioski przybyli nieznajomi goście. W ich oczach widać było nienawiść i złość. Pod osłoną nocy nieznajomi podpalili całą, bezbronną wioskę.  W popłochu mieszkańcy uciekali jak najdalej od rodzinnej ziemi, Alice wybiegła z domu widząc pożar uciekała, uciekała nie myśląc o niczym innym jak  tylko o odejściu gdzieś daleko gdzie nikt jej nie znajdzie. W pożarze zginęło sześć rodzin...nie zdążyli uciec.... Najbardziej bolała Alice tajemnica, którą będzie skrywała : widziała jak ogień chłonie małe dzieciątko, serce jej się ścisnęło i czuła ból, jednak nie pomogła mu, uciekała by ratować swoje życie. Postanowiła, że zachowa to dla siebie. Z oddali patrzyła jak ginie wszystko co kochała,jednak nie chciała tam już nigdy wrócić.

Wstęp


Opowiem wam historię o pewnej dziewczynie o imieniu Alice. Do dziewczyny jeszcze dojdziemy, ale najpierw przybliżę Wam w jakich czasach żyła. Na Ziemi rządziło dobro, ludzie wierzyli w cuda, w Stwórcę, a on ich nagradzał. Już od urodzenia przypisywał każdemu człowiekowi swoją drugą połówkę. Jednak ludzie się zmieniali pod wpływem zła, które jak Wam zdradzę opanuje świat do końca jego istnienia... Zacznijmy od samego początku
Dawno temu toczyła się wojna dobra ze złem ... Połówka Alice została strącona w ciemność, stała się złem.W tej wojnie wygrało resztkami sił dobra,jednak Lucyfer nigdy się nie podda dopóki dobro nie zginie, a zło opanuje całą planetę... Alice: siedemnastoletnia dziewczyna, marząca o miłości, miała piękne, lekko falowane blond włosy, ciemno-niebieskie oczy, pełna życia,uwielbiała muzykę,  jednak różniła się od innych. Dziewczyna nie świadoma była swego magicznego pochodzenia. Mieszkała w dużej wiosce, każdy ją lubił, pomagał,życzył jej jak najlepiej,jednak ona była rozdarta na dwa światy tylko o tym drugim nie miała nawet pojęcia.

_______________________________________________________________________________

Na razie tyle, dopiero zaczynam także... proszę o wyrozumiałość. Pozdrawiam