czwartek, 30 maja 2013

Rozdział 18.

Chwila zapomnienia... Deszcz nadal padał, a ona nie wiedziała jakim cudem znalazła się w tym miejscu. Stała oszołomiona, z zamyślenia wyrwały ją pioruny. Powoli zdawała sobie sprawę, co właśnie zrobiła. Niepewnie odwróciła się ku drzewom. Nad ich uschniętymi koronami unosił się dym. Podbiegła do obrzeży lasu, ale nie umiała tam wejść, czuła wewnętrzną blokadę. Nie umiała się przełamać, oparła się ręką o jedno z drzew, a drugą zasłoniła sobie twarz. Piekące łzy nie przestały sączyć się po jej bladych jak ściana policzkach. Czarne  powieki zaczęły spływać by ustąpić miejsca naturalnej urodzie, czerń oczu wypełniał błękit, a ona sama oparła się o drzewo i czuła jak opuszcza ją siła. Powieki zaczęły się robić coraz cięższe... Osunęła się na ziemię przyćmiona zdarzeniami. Oddech stawał się nierówny, obraz przed oczami stawał się zamazany, niewyraźny. Odgłosy szalejącej burzy wydawały się przytłumione. Ostatnie co zobaczyła to zbliżający się do niej ludzie, z oburzonymi głosami.... Wyszeptała "przepraszam"  po czym straciła kontakt ze światem.

~

Czuła, że stoi, ręce miała za sobą skrępowane. Każdy najmniejszy ruch sprawiał jej ból. Jej oddech był nierówny, a głowa zwisała ku ziemi. Mimo wszystkiego nie otworzyła oczu. Bała się tego gdzie może się znajdować, tego co się stanie. W myślach przypomniało jej się całe życie. To jaka kiedyś była szczęśliwa... To jak zmieniała się... Jak  kochała i nienawidziła. To wszystko ją przytłoczyło i znowu zaczęła płakać. W końcu otworzyła oczy, stała na stosie drewna, zrozpaczonym spojrzeniem spojrzała na otaczających ją ludzi. Na ich twarzach malowała się nienawiść i chęć zemsty.
-To jedna z nich !- krzyknął jeden.
-Musimy walczyć ze złem!- krzyknął następny.
A łzy płynęły jeszcze szybciej. Mogłabym jednym ruchem uratować się, nie zrobiła tego... Przyjęła pokornie nałożoną na siebie karę. Czekała w milczeniu aż zapłonie wyrok.
-Ona nas uratowała- pisnął dziecięcy głosik wśród tłumu. Alice powoli podniosła głowę i zobaczyła, że ku niej zbliża się znajoma twarzyczka. Osunęła się ku ziemi, nie miała siły utrzymać ciężaru swojego ciała, a belka do której była przywiązana nie ułatwiała jej niczego. Mała osóbka ujęła jej zapłakaną twarz, ale nic nie mówiła. Alice zbliżyła twarz do dziewczynki i wyszeptała " bądź moim aniołem stróżem". Mała nie zdążyła odpowiedzieć, bo jeden z ludzi chwycił ją i rzucił.
-Odsuń się od tej wiedźmy !
-Zaczarowała dziecko!- rzuciła któraś z kobiet.
-Spalmy ją ! Niech zapłonie tak jak nasze wioski. !
Ból w jej sercu rósł,  a jedyne co czuła to nienawiść do samej siebie.
-Niech zapłonie płomyk nadziei ! Wytępimy zło!
-To jest kochanka jednego z przywódców!
-Niech spłonie ! Niech zło odczuje stratę, jaką my odczuliśmy!
Pokornie słuchała oszczerstw ze spuszczoną głową.
-George, przez nią twoja żona umarła w katuszach ! Do ciebie należy decyzja co zrobić.
George- mężczyzna był młody, przystojny. Podszedł do niej z pochodnią w ręku. Alice podniosła wzrok na niego. Jej błękitne oczy wpatrywały się w brązowe... Widać w nich było ból, cierpienie i żal. George zawahał się, co zrobić. Rozejrzał się. Napotkał błagający wzrok małej dziewczynki. Stał tak jeszcze przez jakiś czas, nie wiedząc co zrobić. Przed sobą miał dziewczynę, która klęczy na stosie, jej twarz otulają mokre czarne włosy, oczy płoną szczerym błękitem. Zrobił krok w tył. Usta Alice otwarły jak, jakby chciała coś powiedzieć, ale zaraz je zamknęła. Do Georga podszedł mężczyzna i położył mu rękę na ramieniu.
-Nie daj się czarom tej wiedźmy.- powiedział mu.
Na to mężczyzna z pochodnią zbliżył się ku Alice i wysyczał.
-Spłoń suko....
Podłożył pochodnię pod stos drzewa, a ono zaczęło dymić.
-Ona była brzemienna... Zapłać za nią życiem- powiedział cicho.
Na co była wiedźma zaczęła się podnosić, niczym feniks z popiołów. Podniósł się gwar.
-Ona nas wszystkich pozabija!
-Podnosi się!
A ona wstała spokojnie, z wdziękiem i klasą mimo skrępowania rąk. Stanęła prosto, dumnie. Patrzyła na ludzi przenikliwym wzrokiem. Chce umrzeć z resztkami godności. Jakże wielkie było zdziwienie ludzi, gdy ogień zaczął się rozprzestrzeniać , a ona po prostu stała. Wiatr zaczął mocniej wiać. Dym zaczął ją przysłaniać, a płomienie strawiły już podstawę.
-Zabije was kurwy!- niespodziewanie ktoś krzykną. To był Christian przepełniony wściekłością. Szedł powolnym, ale mocnym krokiem.
-Nie. - powiedziała głośniej Alice, a jej głos był tak głęboki i dosadny, że zatrzęsła się ziemia.
On natychmiast znieruchomiał.

_______________________________________________________________________________

 Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej. 

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz