piątek, 3 maja 2013

Rozdział 15


W domku było ciemno i zimno. Siedziała w nim, wsłuchana w ciszę. Analizowała bieg zdarzeń: wioska, kobieta,ból,łzy,zemsta. Mrok rozproszyły otwierające się drzwi. Alice siedziała nieruchomo z kapturem na głowie. Czuła się w nim pewniej. W końcu wszedł obolały Christian. Nie odezwał się słowem, nie dotknął jej... Usiadł na łóżku, długo bardzo długo siedzieli w milczeniu. Zapadła noc, żadne z nich się do siebie nie odezwało, a atmosfera robiła się coraz bardziej napięta. Dziewczyna wstała i zmierzała w kierunku łóżka, zaszedł jej drogę... Spiorunowała go wzrokiem.
-Zejdź mi z drogi- wysyczała.
Nie zszedł.Gniew był coraz większy. Wypełniał ją całą. Jednak trzymała nerwy na wodzy, nie może sobie pozwolić na brak samokontroli.
-Powiedziałam odejdź- warknęła. Chłopak w końcu odszedł, a ona opadła z sił na łóżko i próbowała zasnąć. Ta sytuacja zajmowała jej całe myśli, a gniew wciąż rósł. Nie spała tej nocy. Wraz z pierwszymi promieniami słońca wstała, wzięła płaszcz i zamierzała wyjść. Jednak chłopak był szybszy i stanął między nią, a drzwiami.
-Nigdzie nie pójdziesz- powiedział stanowczo.
-To patrz.- szybko odpowiedziała. W tym samym momencie chciała go odepchnąć na bok, ale znowu złapał za jej nadgarstki. To spowodowało furię u nastolatki.
-Nie dotykaj mnie !!- wykrzyczała, wyrywając się. - Nigdy więcej mnie już nie dotkniesz! Nie będziesz mi mówił co mam robić !- złość z niej uchodziła z każdym słowem. -Zejdź mi z drogi, bo pożałujesz- już nie krzyczała. Posłusznie odszedł... Czuł, że stracił jej zaufanie, stracił całą ją...
Alice kipiała ze złości, kierowała się w stronę wioski. Zanim do niej weszła, opanowała złość. Założyła kaptur i błąkała się uliczkami i alejkami. Jej wzrok przykuła mała dziewczynka, którą bardzo bolała noga. Biedactwo płakało, ale nikt nie chciał jej pomóc. W dziewczynie obudziły się współczuje i miłość do drugiej osoby. Wahała się co zrobić.. Zignorować to, czy pomóc. Przypomniała sobie tamto niewinne dziecko... Bardzo wolno zbliżała się do dziecka. Dziewczynka w oczach miała przerażenie, lecz nie krzyczała. Wiedźma uklęknęła przy niej. Wyciągnęła wolno blada rękę aby pokazać dziecku, że nie chce jej zrobić krzywdy. Mała już nie płakała, przyglądała się czarnej postaci "bez twarzy". Alice delikatnie dotknęła nóżki dziewczynki. Wzięła głęboki oddech, mocniej zacisnęła rękę na nóżce i po chwili pojawiło się leciutkie światełko. Uzdrowiła ją. Malutka wyciągnęła swoje ciepłe rączki ku Alice, ale zatrzymała się na chwilę.. Powoli, niepewnie dotknęła jej twarzy.
-Zimna- stwierdziła ze smutkiem dziewczynka. Alice nic nie odpowiedziała.
Nie chciała przestraszyć dziecka, ale ono podniosło jej twarz swoimi rączkami. Teraz widziała białą, zimną twarz, czarne włosy, czarne oczy i jedną łzę... Od razu zabrała rączki. Bała się, ale wierzchem jednej dłoni otarła łzę nieznajomej.
-Dziękuję... - z ust dziecka to  tak mało, a tak wiele.
Bohaterka wstała, wyprostowała i chciała odejść, ale coś trzymało za krawędź jej sukni. Mała mogła mieć ok. 3 lat, może troszkę starsza. Alice wzięła ją na ręce i postanowiła odnieść w miejsce gdzie jest dużo ludzi. Mała zdążyła usnąć, to nawet lepiej, nie będzie płakać, nie narobi szumu. Położyła ją na trawniku obok jakiegoś domu i rozpłynęła się we mgle.
W domu zauważyła, że jej włosy są brązowe, cera lekko zaróżowiona... Źle się dzieje...

____________________________________________________________________________

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz