wtorek, 21 maja 2013

Rozdział 17.

Jej nienawiść do niego jeszcze nigdy nie była taka wielka. Patrzył na nią ze zdziwieniem, ale zaraz się opanował i przybrał niewzruszoną postawę.
-Puść ją..- wycedziła Alice.
Jej gniew był niemal namacalny. Wokoło niej unosiła się czarna mgła, jej pięści były mocno zaciśnięte, skóra bladła coraz bardziej. To przez złe emocje znowu zmieniała się w wiedźmę. Jej serce już nie odczuwało miłości... ani dla Christiana ani nawet do swojego życia. Jedyne co czuła, to okropne uczucie fali gniewu, która zalała ją całą. Chłopak widząc ją w takim stanie, spokojnie odłożył dziewczynkę i uśmiechnął się nonszalancko. Kiwną na resztę złych, a oni zniknęli w oka mgnieniu, został tylko jeden.
-Panie, mamy zakończyć? - chciał się upewnić.
-Tak. Odzyskałem ukochaną.- odpowiedział.
To jeszcze bardziej podsyciło Alice. Rozejrzała się dookoła. Spalone domy i ludzie byli wszędzie. Tym co udało się uciec zapewne pomoże nadzieja. Przeniosła gniewny wzrok na Christiana. Zbliżał się do niej.
-Nie podchodź nawet.- wysyczała.
-Kochanie...
-Nie mów tak do mnie ! - jej głos odbił się groźnym echem.
-Uratowałem cię- zbliżał się do niej.
-Kto teraz uratuje ciebie?-zapytała złowrogim szeptem.
Patrzył na nią z dezorientacją i dopiero po chwili pojął, że jej gniew chce wyjść na zewnątrz.
-Wszyscy zginiecie...- powiedziała z dziwnym spokojem i rozpłynęła się.
Christian nie wiedział co się dzieje. Uwolnił demona, który pragnie zemsty za ludzi, przed których właśnie, prawie zginął. Z  transu wybudził go krzyk oraz lekkie drgania ziemi. Wiedział, że rozpętało się piekło. Pobiegł do ich wioski....
Wszystko stało w płomieniach, Alice niszczyła wszystko co jej stanęło na drodze. W okrutny sposób wyrywała skamieniałe serca złych ludzi. Jej czarna mgła opanowała wszystko, odwróciła się wyczuwając jego obecność. Wciąż była w furii, lekko się uśmiechnęła, a wokół chłopaka zapłoną ognisty krąg. On przekonany, że nie stanie mu się krzywda, stał spokojnie i nawet nie wiedział jak bardzo się myli. Wszystko w jednej chwili strawił ogień, nie oszczędził nikogo... Siłą swoich czarów unieruchomiła go.. Krąg się zmniejszał... a on zrozumiał co go czeka. Patrzyła mu prosto w oczy, patrzyła jak on płonie... Wyzbyta wszelkich uczuć odeszła.. pozwoliła aby Christiana, którego kiedyś tak kochała, teraz pokochał ogień i duszący dym. Nie odwróciła się gdy ją wołał, zamroczona gniewem szła przed siebie. Nie czuła satysfakcji ze śmierci, którą zadała lecz nie żałowała. Na niebie jak zawsze były czarne chmury, chociaż dzisiaj były czarniejsze niż zwykle. Zaczęło padać, a z nieba ciskały błyskawice. Ona się nie bała. W swym stanie nie zauważała niczego. Cała mokra, stanęła na tym samym klifie, z którego zauważyła wioskę. Po jej policzku spłynęła czarna łza. I to ona ocuciła ją ze zniewolenia gniewu.

______________________________________________________________________________
 Rozdziały będą dodawane trochę rzadziej. 

Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

P.S
Na dzisiaj to koniec... Można uznać, że jestem "psychiczna". Wybaczcie... To nie ja... To moja wyobraźnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz