wtorek, 30 kwietnia 2013

Rozdział 5

 Łucja chwyciła broń gotowa do walki. Christian stanął tuż obok niej. To było wielkim zaskoczeniem zarówno dla Alice, jak i dla innych. Nie zważając na nic ruszyli do ataku. Dziewczyna pierwszy raz miała do czynienia z mieczem ,ale posługiwała się nim jakby robiła to od lat. Niestety żeby przeżyć musiała ich zabić. Pierwszy, którego zabiła patrzył na nią błagalnym wzrokiem z jej mieczem w sercu. Od razu przypomniała sobie pożar, dziecko miało taki sam wzrok...Po bladych policzkach spłynęły jej łzy. Walczyła dalej. Jednak łzy zauważył Christian. Domyślał się, że to przerasta młodą dziewczynę. Został ostatni łotr. Ruszyli na niego razem, a gdy chcieli go zranić ich miecze skrzyżowały się. Ich spojrzenia spotkały się. Zły uciekł, a oni stali w milczeniu, wciąż krzyżując miecze, jakby byli sparaliżowani i nie mogli się ruszyć. Alan uśmiechnął się do bohaterki i rzekł :
- Możesz puścić mój miecz?
-Przecież to ty trzymasz mój- Odpowiedziała Alice lekko się uśmiechając.
-To razem puśćmy- Powiedział chłopak i puścili. Schowali miecze.
- Co ty tutaj robisz? Nie wyglądasz na czarownice.
- Nie sądzę żebym musiała się tłumaczyć, ale jak musisz już wiedzieć to uciekałam przed pożarem w wiosce. Uciekałam od przeszłości... - powiedziała siedemnastolatka tajemniczym głosem
- Jesteś zły??- Łucja znała odpowiedź, ale wolała się upewnić.
- Tak. Jest bardzo późno, Lepiej iść już spać-powiedział Christian zmieniając temat.
Łucja położyła się pod drzewem i zasnęła, Chłopak zaś udał się do malutkiej, świetlistej nadziei. Tej samej, która wskazała dziewczynie broń i ta sama, która była tam rzadkością..  Dowiedział się o niej wszystkiego. Wiedział też, że jej serce otula mrok.

________________________________________________________________________________



Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz