Teraz już wie, kim jest. Postanowiła, że śmierć ojca nie pójdzie na marne. Chciała dokończyć to co zaczął. Lód w jej sercu stopniał gdy tylko pomyślała o Christianie. Jednak to nie było już ludzkie serce, to był kamień, a jednak i on potrafił kochać. Dziewczyna nie mogła sobie uświadomić, jak to możliwe, że ona kocha. Z każdą chwilą coraz bardziej...Gdy się ostudziła, z powrotem położyła się na łóżku. Jego nadal nie było, zaczynała się martwić. Niby obca osoba, a jakby znała go przez tysiące lat. Nie było jej już tak zimno, znowu usnęła, tym razem z uśmiechem na ustach. Prawie na ranem przyszedł po cichutku zły chłopak. Zobaczył śpiącą dziewczynę, okrył ją kocem i pocałował w czoło. On jest zły nie ma uczuć, przynajmniej tak mu się wydawało. On wiedział kim ona jest. Patrzył na nią ... Nie miał wątpliwości. To jest ta kobieta, to ta z którą spędzi resztę swych przeklętych dni. Wyszedł. Ona obudziła się około południa, jak zwykle była sama. Coraz mniej ufała chłopakowi. Im mniej go było, tym miała mniejsze zaufanie. Wolała nie wychodzić. Skoro miała tutaj teraz mieszkać, powinna tu mieć cokolwiek. Łóżko to za mało... Wyobraziła sobie czarny szklany stół, czarne krzesła, czarne meble i do tego białe ściany. Otworzyła oczy i już to miała. Była szalenie zdziwiona
- Jak to się stało? Spytała sama siebie.
- Teraz chcę czarną suknię do ziemi, czarne pantofelki. Momentalnie to dostała. Wymieniła łóżko na większe. Urządziła domek. Czegoś, a raczej kogoś jej brakowało.
________________________________________________________________________________
Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz