Zmęczona nastolatka usiadła na trawie.
-Od razu wiedziałem, że wygrasz. Usłyszała nagle zza siebie. Poznała po głosie. To był On. Nie odezwała się. Przysiad się. Przed nimi leżał miecz.Obydwoje patrzyli na niego. Alice zwątpiła w swoje uczucia. Od początku tu był, dlaczego jej nie pomógł? Jest ranna... Mógł ją zabić. Christian chciał się do niej zbirzyć, jednak ona wstała bez słowa szybkim krokiem odeszła. On nie widział co się dzieje, pobiegł za nią, wołał ją, nie reagowała. Zaczęła uciekać. Dogonił ją, przecież szybko biegał. Złapał ją za rękę, jednak ona się wyrwała. Trochę go to zdenerwowało, ale jednocześnie pobudziło,pragnął jej. Im bardziej się wyrywała, tym bardziej podniecała go do działania. W końcu opamiętał się i przestał się z nią bawić, stanowczo odwrócił ją i przygniótł do wielkiego drzewa. Złapał za ręce. Ona była wściekła, to go jeszcze bardziej kręciło. Jej oczy nie były już ciemno niebieskie, były całe czarne. Zmieniała się.
-Zostaw mnie! Krzyczała. On się zaśmiał i unieruchomił ją. Chwilę przyglądał jej się, wyglądała cudownie. W najmniej spodziewanym momencie pocałował ją. Opierała się, ale w końcu poddała się emocjom. Namiętny pocałunek mógłby trwać wieczność.
____________________________________________________________________________
Opowiadanie jest odzwierciedleniem uczuć, jakie były we mnie w momencie pisania. Minęło sporo czasu, więc stwierdziłam, że mogę już to opublikować. Pozdrawiam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz